ďťż
![]() |
|||||
![]() |
|||||
![]() |
|||||
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Zapachowe świeczki, zapachy, a koty jakie dziwne zeczy jedza wasze koty?? Leptynoopornosc-kot nie umie przestac jesc Jak bardzo wasze koty są związane z wami :) Moje koty malo pija. 2 tyg kotek nie chce jesc Co się dzieje ? nie chce jeść ? Kociuś nie chce jeść... Kot nie chce jeść 100 rzeczy, które kojarzą mi się z Saszą... |
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portalMyślę, że dobrze by było, gdyby powstała lista produktó, które mogą jeść koty. Proszę też dawać swoje propozycje, a ja będę te listę na bieżąco aktualizować, żeby wszystko było jasne i przejrzyste.![]() -Jajko na twardo. -Surowe żółtko -Płatki owsiane -Ryż -Ostudzone ziemniaki (bez soli) -Ugotowana marchewka -Ugotowany burak -Jogurt naturalny -Mleko (sporadycznie-koty nie trawią laktozy) -Ser biały Proszę o skorygowanie, jeśli się coś nie zgadza. tutajpoczkategori -Mleko (sporadycznie-koty nie trawią laktozy) Mleka, nawet sporadycznie, nie powinno się podawać - laktoza, tak jak napisałaś, nie jest trawiona. tutajpoczkategori Pchełko,jeśli kot je zdrową,zbilansowaną karmę,do tego surowe mięso,to nie ma potrzeby karmić go ziemniakami,ryżem,marchewką.To są węglowodany.Poza tym kot to mięsożerca. Raz w tygodniu kot może zjeść: twarożek/jogurt naturalny/żółtko.Wszystkie pozostałe produkty są zbędne. ![]() Karolina ma rację. Produkty takie jak buraki, ziemniaki itd. nie są potrzebne. tutajpoczkategori Ja pamiętam,jak Franek się u mnie w domu pojawił,jeszcze za bardzo nie wiedziałam,czym najlepiej karmić kotka i myślałam,że rożne gotowane marcheweczki,ryż będą dobrym dodatkiem,jednak na forum mi doradzono,że kot nie powinien jeść warzyw,kaszy,ryżu,bo jest bezwzględnym mięsożercą.Zresztą w dobrych karmach ilość węglowodanów stanowi raptem kilka%. Wiadomo,jak kot nam czasem coś przez przypadek skubnie z talerza,to nic się nie stanie,jednak podrzucanie do posiłków tych wszystkich produktów wyżej wymienionych jest niedobre. tutajpoczkategori Pchelko ziemniaki to skrobia a koty jej nie trwają.Mozna kotu dać trochę śmietanki albo maselka.Oczywiscie jezeli nie maja skłonności do tycia lubią też pieczonego kurczaka, albo gotowanego z majrankiem:) tutajpoczkategori A co ze śmietaną? Piszecie o śmietance, czyli jak rozumiem o słodkiej typu do kawy, do zupy, do ciasta, nawet kremówki. A śmietana, czyli kwaśna max. 10% którą polewam pierogi z truskawkami? ![]() Tak z ciekawości dałam dziś moim kociakom polizać troszkę i aż by się pobiły, tak im smakowało. Moje koty nie lubią twarogu, sera żółtego ani serków topionych. Piją raz na jakiś czas kocie mleko, lub kupuję bezlaktozowe (bo sama mam nietolerancję) i nic im po tym mleku nie jest. No ale nie daję codziennie, bo zapominam, że lubią ![]() A skoro tak im zasmakowała śmietana, to może mogłaby zastąpić czasem mleko bezlaktozowe? tutajpoczkategori Tak jak pisze Sissi serek homogenizowany , serek ziarnisty-on zawiera śmietankę-Psotka bardzo lubi pić taka śmietankę. tutajpoczkategori Dzięki za szybkie odpowiedzi ![]() Wy piszecie o śmietance, a tu gdzie mieszkam coś takiego nie istnieje jak śmietanka, chyba że 30%. Tego kotu nie dam, bo wg mnie za tłuste. Natomiast ta 10% to już nie śmietanka, a śmietana, bo kwaśna. No ale skoro serek homogenizowany jest OK, to taka śmietana też, bo to prawie to samo. Kupię serek homo i zobaczę czy im zasmakuje, albo ziarniste, bo jeszcze im nie dawałam. Jeszcze raz dzięki ![]() Wbmot ja jako smakolyk czasami daje lyzeczke.Creme frish.Oprocz misek z woda moje koty zawsze maja miseczke mleka Laktosefrei.To mleko jest 1,5% i 3,2%.ja daje to pierwsze. Beata no własnie to mleko ja też daję, bo jak pisałam wyżej - ja również tylko takie mogę używać. Daję 1,5% i koty są bardzo zadowolone. Kwaśna śmietana i serek homo też jest w każdym sklepie, więc z zakupem nie ma problemu. Gorzej ze śmietanką, bo nie ma tu chudszej niż 30%. Znaczy się jest od jakiegoś czasu 15%, ale okropnie droga. To już wolę dać mleko bez laktozy ![]() tu gdzie mieszkam coś takiego nie istnieje jak śmietanka, chyba że 30%. Tego kotu nie dam, bo wg mnie za tłuste troszke tlustej smietany kotu nie zaszkodzi, ja tam daje tez i maslo - z tym dawaniem to czesto bywa samoobsluga ![]() Ja daję od czasu do czasu kici trochę twarożku lekkiego. Czy taki może być czy lepiej półtłusty albo ziarnisty ten taki wiejski? http://piatnica.com.pl/p/pl/twarog-wiejski-lekki-250g.html tutajpoczkategori Sissi,Wmbot mieszka w Niemczech,pisala kiedys o tym. To najwyżej kupię półtłusty. Franio lubi tylko ten rodzaj serka,bo dawałam już inne i nawet nie tknął,a ten twaróg z Piątnicy zajada. A śmietana to jaka,taka tradycyjna jaką się kupuje 12%,18% ? tutajpoczkategori Karolciu moga byc te smietany,byle kwasne.Ja daje nawet 30%,ale tylko lyzeczke na tydzien. Śmietany jeszcze nigdy nie dawałam,jedynie jogurt naturalny.Spróbujemy zatem,ale to w przyszłym tygodniu,bo w tym kicia już jadła twarożek. tutajpoczkategori To jest smakolyk,koty bardzo lubia smietane. Mam takie pytanko odnośnie skrzydełek z kurczaka. Dajecie swoim kotkom surowe skrzydełka do jedzenia? Jeśli tak to ile dni mrozicie przed podaniem, i czy kotkowi w wieku 5 miesięcy mogę je już podać- tzn spróbować bo nie wiem czy zje ![]() skrzydelek w calosci to ja bym nie dawala, bo kosc dlugie i sie rozlupuja , moga pokaleczyc - natomiast moj polski wet polecal obgotowane drobiowe szyjki - kostki sa drobne, a calosc dziala jak naturalna szczoteczka do zebow (kawaleczki bywaja "zadolowane" potem i wykorzystywane po obeschnieciu jako zabawka) . natomiast mieso z kurzych korpusow czy skrzydelek - jak najbardziej (razem z chrzastkami, ale bez kosci) ja w ogole surowego drobiu nie podaje ze wzgledu na salmonelloze. Powrót do góry Dziekuję za odpowiedź, a jakie surowe mięso podajesz kotu? Chcę zacząć wprowadzać do diety kota surowe mięso, więc dlatego pytam. Teodor jadł do tej pory tylko gotowanego kurczaka a dokładniej pierś. dnia Wto 10:44, 13 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz Powrót do góry gotowane mieso drobiowe to mozna dawac kazde i to ze skora i chrzastkami - nie zaszkodzi - ja dawalam surowe (po wczescniejszym przemrozeniu) - cielecine, wolowine ta raczej podaje drobno posiekana), bywalo, ze i baranine, a czasem konine. ubawilam sie jak kicia wyweszyla mieso ze strusia - kupilismy kiedys, ale sie nie przyjelo jakos w domu - i porwala kotlecika z kuchni ![]() Martini,kot może jeść każde mięso surowe oprócz wieprzowiny.Gotowanej wieprzowiny też nie dajemy. Ja zazwyczaj daję kotu mięso z indyka,kurczaka albo kaczki.Od czasu do czas kot dostaje też łososia. Wołowiny mój kot nie jada,a za cielęciną czy baraniną to nawet się nie rozglądałam w sklepie. Sam kawałek piersi nie ma dla kota większych wartości odżywczych.Tzn.jeśli chcesz dawać kotu kawałek takiego mięsa jako smakołyk 2 razy w tygodniu to ok,ale jeśli chcesz traktować surowe mięso jak kompletny posiłek,to dobrze jest mielić mięso z podrobami,chrząstkami i dodawać preparat witaminowy. dnia Wto 16:27, 13 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz Powrót do góry oj jak moja Mrunia lubi pieczen cieleca czy wolowa, barania tez nie pogardzi ![]() z wieprzowina to faktycznie raczej nie bo w Polsce nie robi sie badan na chorobe Aujeszkyego wiec lepiej nie ryzykowac. Powrót do góry Bardziej wartosciowe dla kota jest mieso surowe niz gotowane.Oczywiscie suplementowane. jak je suche doprawione tauryna to i pieczen z ziolami nie zaszkodzi ![]() ![]() Gotowanie zabija duzo wartosciowych skladnikow miesa a czy ja daje tylko gotowane? jak kotu pieczone mieso w sosie z masla i pietruszki smakuje czy baranina z rozmarynem to niech je, nie otruje sie przeciez. a krewetek i ryb surowych dawac nie wolno - z roznych przyczyn - miedzy innymi pasozyty, jak ja sie naczytalam co moze siedziec w surowych owocach morza to nawet ostryg na surowo nie rusze, w mozliwosci dezynfekcyjne soku z cytryny i szampana nie wierze Powrót do góry Sissi - potrafia, ale to raczej w nieswiezych czyli martwych sie zalegaja i to blyskawicznie - wiekszosc zywych malzy jest teoretycznie bezpieczna ( bo moga pochodzic ze skazonych akwenow -ale to inna bajka) , ale lepiej przetworzyc. najniebezpieczniejsze sa slimaki - co prawda przy zasalaniu wiekszosc z pasozytow ucieka i ginie, ale surowych pod zadnym pozorem jesc nie mozna bo grozi nawet smiercia. ja tam slimaki nie za bardzo lubie bo lykowate, ale jak juz to z patelni albo garnka. Krewetek czy ich krewnych to sie w ogole nie jada na surowo wiec problem nie istnieje. ogolnie temat rzeka dla hipochondrykow ![]() Ikxio,a czy ja pisalam do Ciebie.Ja pisalam o gotowanym miesie a ty o pieczonym ,ktorego kot nie powinien dostawac wogole. Ryby podajemy najwyzej dwa razy w tygodniu,gdyz podawanie zbyt dużej ilości ryb (zawierają tiaminazę która niszczy tiaminę). Jej niedobór powoduje nieodwracalne uszkodzenia mózgu i drgawki. Gotowanie niszczy tiaminazę ale i tak duża ilość składników mineralnych zawartych w mięsie ryb powoduje nadmierne ich wydzielanie w moczu, co może być przyczyną powstania w nim kryształów i kamieni) To jest artykul na temat szkodliwosci owocow morza Niebezpieczne owoce morza Coraz częściej na polskich stołach goszczą frutti di mare, czyli mięczaki (małże, omułki, ostrygi, ślimaki, ośmiornice, kalmary) i skorupiaki (krewetki, kraby, homary, langusty). Dietetycy chwalą owoce morza ze względu na cenne wartości odżywcze, jednak ich spożywanie może wywołać zatrucia pokarmowe. Spożywanie owoców morza staje się w Polsce coraz popularniejsze, a więc i prawdopodobieństwo zatruć po ich spożyciu wzrasta. Większość zatruć wywołuje negatywne objawy neurologiczne lub ze strony układu pokarmowego. Niektóre mogą być śmiertelne dla człowieka — śmiertelność może sięgać 50 proc. przypadków. Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, zatrucia są spowodowane zanieczyszczeniem środowiska życia tych stworzeń fekaliami ludzkimi, w których mogą być obecne bakterie z rodzaju Salmonella lub Clostridium. Po drugie, większość owoców morza to filtratory — działają jak bardzo wydajny filtr wody. Można to sprawdzić, wrzucając małża do akwarium, w którym dawno nie wymieniano wody (zielonkawa i mętna). Po kilku godzinach woda będzie przejrzysta i czysta — oczyszczona z glonów i wszelkich bakterii. To samo dzieje się w naturalnym środowisku życia tych stworzeń — wtedy wszystkie toksyny, związki chemiczne, bakterie chorobotwórcze, pasożyty i wirusy zostają przez nie wchłonięte i pozostają w organizmie małża, ostrygi czy krewetki. Inne owoce morza to padlinożercy — na przykład homar. Posiada on specjalne czułki, którymi na odległość wyczuwa rozkładające się resztki. Potrafi nawet zakopać martwą rybę, jeżeli jej całej nie zje, żeby zostawić ją sobie na później. Odkryto, że skorupiaki mórz tropikalnych i subtropikalnych są roznosicielami przecinkowca cholery, stąd obecnie wybuchy epidemii cholery najczęściej obserwuje się w krajach nadmorskich o wysokim współczynniku spożycia owoców morza. Każde ocieplenie wód i zmiana kierunku prądów morskich stwarza ryzyko przeniesienia ich na oddalone wybrzeża, a tym samym na talerz konsumenta. W ten sposób w 1991 roku w Peru wybuchła epidemia cholery, podczas której zachorowało 100 tysięcy osób. Obecność przecinkowca cholery wykryto również w Zatoce Gdańskiej. Największa epidemia cholery w Stanach Zjednoczonych wybuchła w Luizjanie w 1986 roku i trwała trzy miesiące, od sierpnia do października. Okazało się, że zarażone osoby jadły między innymi kluski ryżowe z krewetkami, zupę z małży lub solone krewetki z warzywami. Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA) wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że spożywanie ostryg, małży i omułków jest odpowiedzialne za 85 proc. przypadków chorób występujących po spożyciu owoców morza. Ich spożywanie może wiązać się również z ryzykiem zarażenia wirusowym zapaleniem wątroby typu A (żółtaczka pokarmowa), bakteriami duru brzusznego, wirusem Norwalk wywołującym biegunki i wymioty (zatrucia pokarmowe). W USA w jednym tylko stanie w ciągu jednego roku notuje się 50 zgonów po spożyciu owoców morza. Nie powinien więc dziwić fakt, że prawo stanu Kalifornia zobligowało wytwórców przemysłu spożywczego do umieszczania na produktach zwanych owocami morza informacji: „ta żywność może być niebezpieczna dla twojego zdrowia”. Owoce morza jako filtratory i czyściciele środowiska mogą być silnie skażone toksynami wytwarzanymi przez glony, które są dla nich pożywieniem. Toksyny glonowe są syntetyzowane w czasie tzw. kwitnienia wód, kiedy to zabarwiają ją na żółto, zielono, pomarańczowo, czerwono lub brązowo, w zależności od gatunku namnożonych glonów lub sinic. Toksyny wytwarzane przez glony (plankton) nie szkodzą małżom czy krewetkom, ale odkładają się w ich tkankach (mięśniach i wątrobotrzustce) i są bardzo niebezpieczne dla zdrowia człowieka. Warto wspomnieć, że nie są one unieszkodliwiane w trakcie gotowania czy innej obróbki termicznej, nie powodują również zmiany smaku czy też zapachu spożywanego produktu. Biotoksyny sinicowe i glonowe mogą powodować: ostre zatrucia objawiające się mdłościami, wymiotami, biegunkami, bolesnymi skurczami brzucha; bóle głowy, drgawki, zawroty głowy, zaburzenia oddechowe, utratę pamięci krótkotrwałej, śpiączki, a nawet śmierć; porażenie mózgowe, zaburzenia ruchowe i czynnościowe (jako silne neurotoksyny); paraliż (na przykład saksytoksyna produkowana przez Alexandrium powoduje niewydolność układu oddechowego, gwałtownie obniża ciśnienie krwi, co może powodować zawał serca; śmierć następuje po kilkunastu godzinach od jej spożycia). Badania wskazują, że owoce morza kumulują rtęć, która później przedostaje się do organizmu konsumenta, odkładając się głównie we włosach. U osób często spożywających owoce morza odnotowano dużo wyższe poziomy rtęci. Ten metal ciężki jest silną neurotoksyną i nawet w małych dawkach jest bardzo niebezpieczny. Dotyczy to także innych metali ciężkich: ołowiu, kadmu, miedzi, które często zanieczyszczają plankton będący pokarmem dla małży czy ostryg. Owoce morza mogą przenosić również niebezpieczne pasożyty: larwy nicieni, obleńce, ameby, przywry Paragonimus westernami. Ten ostatni pasożytuje w płucach człowieka i powoduje powstawanie torbieli łatwo ulegających zakażeniom bakteryjnym. Zarażenie tym pasożytem spotyka się w Chinach, Laosie, Korei, Japonii, Tajlandii, Malezji, Indonezji, Indiach oraz na Tajwanie, Filipinach i Cejlonie. Wspomnianymi pasożytami zarażonych jest 80 proc. populacji niektórych miast Azji Południowej. Krewetki żywią się padliną. Po wrzuceniu martwego zwierzęcia do wody z krewetkami te natychmiast go otaczają i zaczynają jeść. Spożywając krewetki, je się tak naprawdę ich fekalia — długi ciemny pasek wzdłuż ciała krewetki to jelito z odchodami i licznymi bakteriami. Dodatkowe zagrożenie stanowią hodowle przemysłowe owoców morza. Krewetki hoduje się na specjalnych fermach krewetkowych. Dokarmia się je sztucznymi karmami, a baseny opryskuje się pestycydami. Hodowcy dodają antybiotyki do pasz i wody. W 2006 roku w dostarczanych do Europy krewetkach z Tajlandii i Wietnamu wykryto nitrofuran — środek antybakteryjny o działaniu rakotwórczym. Podobne praktyki są stosowane w Chinach. Może niewiele osób uświadamia sobie, że sposób kulinarnego przygotowania owoców morza jest bardzo niehumanitarny. Homar dostępny w sprzedaży jest żywy. Jeśli na jego ciele widoczne są pomarańczowe plamki, to znaczy, że jest już martwy, a wtedy nie nadaje się do jedzenia ze względu na zanieczyszczenie bakteriami i szybkie ich namnażanie. Aby ugotować homara, należy wrzucić go żywego do wrzącej wody na dwie minuty lub dłużej, w zależności od wielkości zwierzęcia. Ale przed tą czynnością należy go związać, aby nie walczył, można go też najpierw włożyć do zamrażarki na 20 minut lub porazić prądem (do tego celu sprzedaje się nawet specjalne urządzenia). Ponoć mięso takiego skorupiaka jest później znacznie smaczniejsze. Dokładnie taki przepis podają książki kucharskie i portale kulinarne (sic!). To samo dotyczy raków, krabów i innych owoców morza. zamraza sie to raczej osmiornice, a osoba ktora pisala ten artykulto ma jakas robalofobie? po prostu - jak wszystko trzeba owoce morza umiec przyrzadzic . ekologiczna marchewka tez rosnie na g... i nikt nie placze ze ja potem je Powrót do góry Po przeczytaniu tego artykułu chyba żaden rozsądnie myślący człowiek nie zje żadnych owoców morza.Uważam,że to trochę przesada. Owoce morza z pewnego źródła na pewno nie zaszkodzą.Mają sporo witamin.Owoce morza są dobrym źródłem wysokowartościowego białka, są źródłem witamin z grupy B (PP, B12), jodu, wapnia, selenu oraz fluoru. Ponadto zawierają umiarkowane ilości żelaza, cynku i magnezu. Dodatkowo ostrygi są najbogatszym w diecie naturalnym źródłem cynku, dzięki czemu cieszą się opinią silnego afrodyzjaku. Hmm..z drugiej strony,owoce morza do najtańszych nie należą przecież,a skoro są tak masowo produkowane na różnych farmach to w czym więc rzecz? Nawet te mrożone krewetki,które czasem kupuję,kosztują ok 35 zł za 500 g.I nie są to żadne hiszpańskie tylko z Wietnamu.Nie będę ich już kupować,bo jakoś Wietnam mnie odrzuca,pewnie hodują je w jakimś bajorze i szprycują antybiotykami. Pewnie inaczej sprawa wygląda,w przypadku kupna żywych owoców morza prosto z targu nad morzem,niż takie mrożone u nas w Polsce,które nie wiadomo czy w ogóle jakieś wartości odżywcze mają. Ale też nie jest tak źle.We Wrocławiu są sklepy rybne,gdzie można kupić świeże ryby i owoce morza,które są dostarczane 2 razy w tygodniu,zawsze świeże. Piękne,świeże krewetki na zdjęciu. http://www.szajnochy11.pl/KOI_Sklep_Rybny.html Co do sposobu przyrządzania homarów,to fakt,nie jest to zbyt fajne..Na żywca do wrzątku,ale nasze rodzime świnki są zabijane może lepiej? Rażone prądem,ostatnio czytałam,jak to maciory traktowane są jak inkubatory,pomiędzy jedną ciążą a drugą jest maks 20 dni odstępu,zwierzęta te są wyczerpane,mają choroby sutków,pięknie mi życie i jeszcze gorsza śmieć.To samo tyczy się kurczaków.Szkoda gadać. Powrót do góry Zgodze sie z Toba Karolino,jednak musza byc ze sprawdzonego zrodla,a nie z Chin czy Wietnamu. swieza krewetka jest bezowoprzezroczysta i sie rusza - jak pomaranczowa to juz po obrobce termicznej i to najczesciej do gara trafia z mrozonki - nie to ze grymasze, bron boze. ciekawa jestem jakie ceny? dnia Śro 18:40, 14 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz Powrót do góry Ikxio,Ty się znasz na krewetkach. Znalazłam co prawda sklep w Warszawie,ale tak dla przykładu podaję.Są tu świeże owoce morza. I tak,krewetki,kg kosztuje ok 80 zł,a niektóre ok 100 zł za 2 kg.Są to krewetki z Brazylii,Madagaskaru,żadnych Chin i Wietnamu. Piszą,że to krewetki nieobrane,ugotowane.Czyli,że obiera się je i od razu je? http://www.lamaree.pl/pl/category/197/Swieze-i-zywe-owoce-morza Nie jadłam też langustynek.Ponoć są dobre. Powrót do góry zna to sie lepiej moja kocica ![]() tal jako ciekawostke - lebki i skorupki mozna zagotowac w malej ilosci rosolu zmiksowac, przetrzec przez sitko i sa znakomita baza do sosu do ryby - zwierzatko jak swinka - da sie zjesc cale. a swoja droga drogie jak cholera - zwlaszcza te w opakowaniach 1 kg - jesli dostarczane sa zamrozone (bo pisza tylko, ze towar chlodniczy) to nie ma problemu - jest to najpopularniejszy sposob na sprzedaz - ja tez takie kupuje w wiekszym opakowaniu i rozmrazam tyle ile potrzebuje - to znaczy ile zje kotka a dla mnie jakis ochlapek. Powrót do góry Drogie,drogie.Na pewno nie jest to tanie dla przeciętnej polskiej rodziny 4 osobowej,żeby sobie kupić za 100 zł krewetki,chociaż te 2 kg to na kilka razy będzie. Ja się przejdę we Wrocławiu do tego sklepu rybnego,gdzie mają świeże krewetki i zobaczymy jaka cena.Tam chyba na wagę można kupować,więc nie kupię 1kg ani 2 kg tylko trochę mniej na spróbowanie. Do wina faktycznie rewelacja. Wczoraj w Kauflandzie stał za mną przy kasie pan kupujący 5 opakowań krewetek i 2 butelki wina ![]() faktycznie - lepiej kupic niewielka ilosc, ale ja mam do sklepu troche daleko, wiec kupuje takie opakowania 1kg-dla mnie i kici na miesiac a czasem i wiecej wystarczy kosztuja roznie od 7 do 9 euro za kg, czyli tyle ile kgschabu bez kosci lub wolowina drugiej kategorii - a w jakich opakowaniach sa w kauflandzie? Powrót do góry Sissi krewetki robie podobnie jak Ty.Dodaje jeszcze natke pietruszki i koper,zamiast ziol prowansalskich. Ikxio,7-9 euro za kg to cena bardzo ok.W Kauflandzie mrożone krewetki z Wietnamu kosztują 30 zł za 500 g.To widać w Hiszpanii taniej.Zresztą pewnie w krajach,w których jest szeroki dostęp do owoców morza,zawsze będą one trochę tańsze. Sissi,3-5 euro za 300-400 g to u nas nigdzie takich nie widziałam.Ale może się zdarzają,wszak nie patrzyłam w każdym supermarkecie. Te świeże to podobna cena jak w Polsce.Na pewno jest różnica smakowa między takimi mrożonymi z Wietnamu a świeżymi ![]() Wnioskuję,że kotom chyba można dawać krewetki,bo teraz zamówiłam pakiet mieszany puszek Catz Finefood i jest jeden smak drób z krewetkami. Śledzia z krewetkami nie odważyłam się zamówić,zobaczymy czy zje Franek krewetki z drobiem. A jak się ma taką mrożoną krewetkę,to kawałek ugotowanej można kotu dać? Powrót do góry |
||||
![]() |
|||||
Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Design by SZABLONY.maniak.pl. |
![]() |
||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |