ďťż
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal
Sasza & fashion - czyli modowe wzloty i upadki
Program tv z Saszą z 18.05.2015r.
100 rzeczy, które kojarzą mi się z Saszą...
Wywiad z Saszą 18.07.2013
Kalendarz z Saszą na 2013 rok
Moskwa topi się a nasz Sasza?
Sasza i jego pobyt w Polsce
żeby Sasza nam zaśpiewał...
Sasza w polskiej prasie
Sasza a codzienne życie
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mateurik.opx.pl

  • Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal

    hej dziewczyny, czy według was Aleksander jest szczęśliwy, albo w jakim okresie swojego życia był?
    Wydaje mi się, że koło roku 2000, gdy jego kariera nabierała tempa, miał tą swoją Gromuszkinę, to nawet w wywiadach mówił, że jest zadowolony z życia.
    A teraz? Wydaje mi się, że spotkało go wiele nieszczęść na które sobie zwyczajnie nie zasłużył. Nieszczęśliwe związki, śmierć syna, teraz tej przyjaciółki Larysy... Zawodowo jest raczej spełniony, chociaż kiedyś mówił, że marzy o Hollywood, ale to i tak niczego nie zmienia, bo jest mistrzem w swoim fachu.
    Ciekawe jak z jego przyjaciółmi i młodym Saszą? Jak często się widują itp. bo aż smutno się człowiekowi robi jak wyobrażę sobie, że Sasza siedzi sam w swoim wielkim domu, ze swoimi psami i tylko pali mnóstwo papierosów

    na pewno już widziałyście ten filmik, w każdym razie jak Sasza mówi:
    - Czas... czas leczy.
    A potem jak opowiada o swoim synu, który zginął w wypadku to ma łzy w oczach i głos mu się łamie
    to bardzo porusza.
    https://www.youtube.com/watch?v=DQSSs3d_wJo&feature=youtu.be[/url


    Czy Aleksander jest szczęśliwy? Nie wiem. Myślę, że na to pytanie mógłby odpowiedzieć tylko on sam. Nie mam pojęcia, co dzieje się w jego sercu, duszy i umyśle. Mogę się tylko domyślać… Podejrzewam, że doskwiera mu samotność i bardzo chciałabym, żeby wreszcie trafił na dobrą i mądrą kobietę, która będzie go szczerze kochała- jego samego ze wszystkimi wadami i zaletami, a nie jego nazwisko, sławę, pieniądze i całą tę otoczkę.
    Ja także uważam, że na Aleksandra spadło wiele zbyt wiele nieszczęść i sądzę, że jego życie jest świetnym przykładem na to, jak przewrotny i okrutny bywa los. Wydawać by się mogło, że Aleksander dostał od losu wszystko, o czym tylko człowiek może zamarzyć ( wyjątkową urodę, wybitny talent, popularność, sukces), ale życia osobistego i rodzinnego jakoś dotąd ułożyć sobie nie może i to jest bardzo przykre.
    Ludzie często postrzegają aktorów, czy ,ogólniej rzecz ujmując ,artystów jako „ królów życia”, brylujących na bankietach, premierach, wernisażach, rozdających autografy i odbierających owacje na stojąco i nie zdają sobie sprawy z tego jak naprawdę wygląda życie ich idoli…
    Ciekawe pytanie. No cóż, jak Tosca mogę zaznaczyć, że tylko on mógłby udzielić nam odpowiedzi na to pytanie.

    Myśląc o tym aspekcie, nasuwa mi się na myśl piosenka, którą niegdyś śpiewała Anna German: "Człowieczy los nie jest bajką ani snem. Człowieczy los jest zwyczajnym szarym dniem (...) Uśmiechaj się do każdej chwili uśmiechaj NA DZIEŃ SZCZĘŚLIWY NIE CZEKAJ (...).

    Tosca ma rację - na pewno ktoś by mu się przydał, kto otoczyłby go opieką, czekał w domu z obiadem itp.

    W "Spowiedzi samotnego mężczyzny" mówił, że marzy, aby kiedyś znalazła się taka, która by go pokochała takim jakim jest - o w zamian niczego nie wymaga. Podkreślił też, iż chciałby aby kiedyś po schodach w jego domu mógł usłyszeć małe zbiegające stópki (najlepiej dziewczynki, bo marzy o córeczce).

    Cesanja też mi trudno jest wyobrazić sobie to, ze wraca do domu, siada w fotelu przed kominkiem i pali papierosy - sam.

    Będąc optymistką życzę mu jak najlepiej (nie wiem, może to trochę surrealistyczne, ale może kiedyś któraś z naszego forum pozna go i podaruje mu ciepły dom?). Życzę mu jak najlepiej.

    A propos tego, co go w życiu spotkało - kiedyś miałam trudny okres w życiu i rozmawiałam wtedy z pewnym bardzo mądrym księdzem (takim z prawdziwego zdarzenia) i on mi powiedział, że Pan Bóg zsyła na nas tyle cierpienia, ile wie, że Jego dziecko zdoła unieść. Na pytanie, dlaczego aż tak dużo mam cierpieć, odpowiedział mi piękną historią: kiedyś pewien udręczony życiem człowiek poprosił Boga o pomoc, aby ulżył mu w cierpieniu. Zapytał więc, dlaczego pozwalasz mi tak cierpieć? Dlaczego pozwalasz cierpieć tak swojemu wiernemu słudze? Na co Bóg mu odpowiedział: Bo tak traktuję tylko swoich prawdziwych przyjaciół..."

    Może w życiu Aleksandra jest jakiś głębszy wymiar? Nie wiem. Jestem wierząca i zawsze całą ufność pokładam w Bogu.

    Tosca ma rację - my widzimy tylko otoczkę życia artysty: sławę, reporterów, wywiady, światła reflektorów, owacje, kwiaty, autografy i myślimy też bym tak chciał, ale w głębi duszy ci ludzie odczuwają 150% bardziej wszystko niż my bo są artystami i są takimi samotnymi ptakami - kolorowymi, ale samotnymi.
    Gdy światła gasną, ludzie się rozchodzą oni zostają sami - sami ze swoimi problemami i ze swoim życiem... Nikogo nie interesuje, co czują mają wyglądać ładnie i pachnieć. Uśmiechać się i potakiwać głową no i najlepiej gdyby od czasu do czasu wywołali jakiś skandal, żeby było o nich głośno, a są przecież aktorzy o których ja nic złego nie słyszę, np. Grochowska, Kożuchowska czy Dymna... Tyle, że w Rosji prasa bulwarowa jest o wiele gorsza... Napiszą byle co byleby gazety miały wzięcie, a nie patrzą, że oszczerstwami niszczą człowieka... Człowiek jest stanie znieść wiele, ale myli się jeśli sądzi, że jest w stanie znieść wszystko...
    Tak, jak Kate i Tosca myślę, że jedynie on jest w stanie odpowiedzieć na to pytanie. I również uważam, że szcześliwy mógł być około 2000 roku. Myślę, że jego (nie bardzo wiem jak tyo nazwać) rsadość (?) z życia skończyła się pow trakcie afery z Nataszą.
    Ale mam wrażenie, że prawdziwym ciosem była dla niego utrata syna. To straszne utracić dziecko, któremu dało się życie...
    Mam w sobie jakieś dziwne, nieodparte wrażenie, że już nigdy nie zobaczę jego pięknego uśmiechu. Ale nie tego na potrzeby scenariusza. Tylko tego najprawdziwszego uśmiechu zwykłej ludzkiej radości.

    Mam bujną wybraźnię i czytając to, co napisałyście od razu wyobraziłam sobie Saszę w swoim domu na fotelu, za oknem wieczór. Sasza pali papierosa i wpatruje się w ścianę. Strasznie smutno mi się zrobilo...

    No cóż myslę, że pozostaje mi tylko trzymać kciuki za jego powodzenie w miłości i życzyć mu jak najlepiej.


    Paulo, podbijam! On bardzo zasługuje na szczęście. Wiadomo, każdy ma swoje jazdy itp., ale w gruncie rzeczy nikt nie jest ani do końca zły ani do końca dobry:-) Saszko, życzę Ci jak najlepiej!

    Czasami zastanawia mnie, kiedy Saszka ma imieniny, a Was? Też to zastanawia?
    [quote="Kate"]Paulo, podbijam! On bardzo zasługuje na szczęście. Wiadomo, każdy ma swoje jazdy itp., ale w gruncie rzeczy nikt nie jest ani do końca zły ani do końca dobry:-) Saszko, życzę Ci jak najlepiej!

    Czasami zastanawia mnie, kiedy Saszka ma imieniny, a Was? Też to zastanawia?[/quote]

    I o to chodzi. Trzeba Aleksandrowi przesyłać telepatycznie jak najwięcej pozytywnej energii i dobrych myśli A co do imienin to nie wiem, kiedy je świętuje. Dla mnie najważniejszą datą jest 12.07.
    Sasza …

    Sasza to jest klasyczny przykład człowieka, który popsuł swoje życie na własną prośbę. Mało kto dostaje tyle w pakiecie. Uroda, zdolności i koneksje… Tylko przy tym nasz Sasza ma strasznie słaby charakter. Niestety… Chciał być ojcem, szybko mu się znudziło. Zresztą on może i miał chęci dobre, ale zbyt wielki egocentryk. Nadaje się do bycia rodzicem jak ja do baletu. To samo z kobietami. Choćby nasza kochana Gromuszkina… Sasza dziwi się, że ona nie chciała zrezygnować ze swoich ambicji. Ja się kobiecie nie dziwię skoro od drugiego roku życia ćwiczyła taniec i gimnastykę. Jak można oczekiwać, że tak sobie odwiesi to na kołek. I tak oto była sobie para egocentryków, która niszczyła się i w sumie chyba nadal się niszczy…
    A sam Sasza… Cóż Chlanie wódy, palenie jak smok i bicie kobiet… Nawet jak się jakaś panna skusi to i tak szybko ucieknie. Nikt nie chce być workiem treningowym zapatrzonego w siebie egoistycznego sukinsyna. Czy Sasza jest szczęśliwy… Myślę, że nie. To bardzo samotny i w sumie przegrany, samotny facet… Sam sobie tak życie ułożył. Myślał, że wiecznie będzie królem życia. A tu okazało się, że wokół pustki…
    @ panna anna. Myślę, że zbyt ostro oceniasz Aleksandra. Nawet jeśli w pewnym momencie życia „woda sodowa” mu uderzyła do głowy ( zresztą uważam, że mało komu by nie uderzyła, gdyby dostał od losu to, co Aleksander. A o Natalii Gromuszkinie zdania nie zmienię ( nie wiem, kim trzeba być, żeby doprowadzić drugiego człowieka do takiego stanu, że sobie życie chce odebrać i nie wmawiaj mi, że targnięcie się na własne życie, czyli de facto pogodzenie się z zimną krwią z zagładą samego siebie nie wymaga silnego charakteru). Dla mnie samobójstwo nie jest ucieczką od problemów.
    Co do bicia kobiet i nadużywania przez niego alkoholu to rzeczywiście przykre, niemniej obawiam się, że większość mężczyzn ze Wschodu właśnie taka jest. Uważam, że to kwestia mentalności i wychowania, a te bardzo trudno zmienić.
    O tym samobójstwie to ja trochę czytałam... Cóż jak ktoś się chce naprawdę zabić, to nie dzwoni do brata żeby go ratował.

    Co do samego charakteru. Od tych, którym dużo dał los więcej się wymaga. Żeby unieść te dary trzeba mieć po prostu silny charakter. Nie można być zrobionym ze słabej gliny, bo to człowieka zabija...

    Co do facetów ze wschodu... Kwestia egzemplarza. Wiem z doświadczenia.
    Ja też o tym czytałam. Uratował go brat, a Natalia Gomuszkina podobno nawet nie odwiedziła go w szpitalu, a kiedy Aleksander do niej zadzwonił powiedziała tylko „ to twój problem” i się rozłączyła. Jak można było tak postąpić! Gdyby chodziło o mojego męża to nie wyszłabym ze szpitala dopóki bym się nie upewniła, że już nic nie zagraża jego życiu. Inna sprawa, że przeze mnie jeszcze nikt nie próbował się zabić, ja nie z takich.
    [quote="panna anna"]Cóż jak ktoś się chce naprawdę zabić, to nie dzwoni do brata żeby go ratował.[/quote

    Jakiś czas temu (może z miesiąc) czytałam w jakiejś gazecie artykuł o samobójcach. I jedno zdanie bardzo mnie zainteresowało. Chodziło w nim mniej więcej o to, że jeżeli ktoś chce się zabić, to to zrobi i nikt ani nic mu w tym nie przeszkodzi. Ale jeżeli ktoś daje innym możliwość uratowania siebie, to wtedy samobójstwo jest ostatecznym krzykiem rozpaczy "Już dłużej nie wytrzymam. Potrzebuję pomocy. Ratunku!". To tak jakby próba zwrócenia czyjejś uwagi na to, że mam problem i sobie z nim nie radzę. Oczywiście wiem, że istnieją mniej drastyczne sposoby, aby to pokazać, że coś jest nie tak, ale nie każdy jak widać tak potrafi. Myślę, że właśnie to tyczy się Saszy. Wybrał tą gorszą metodę. Czemu? Bóg raczy wiedzieć.
    Jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację. Sama przeżyłam podobną. Tak to jest jak ktoś cię zrani, że aż dusza boli. Nie chcesz go znać, oglądać, słuchać. Po prostu, egoistycznie, bo to za bardzo boli... Nie wiemy do końca jak było między nimi... W każdym razie to są dwie osobowości, które są podobnie dlatego się niszczą wzajemnie.
    [quote="panna anna"](...) Nie wiemy do końca jak było między nimi... W każdym razie to są dwie osobowości, które są podobnie dlatego się niszczą wzajemnie.[/quote]
    Owszem, nie wiemy, ale wyczytałam w jakimś wywiadzie, że to właśnie brat ostrzegał Aleksandra przed Natalią. Mówił coś takiego: "Zostaw ją to nie jest kobieta dla ciebie" ( cytuję z pamięci), ale szaleńczo zakochany Aleksander nie słuchał i skończyło się tak, jak się skończyło.
    Tosca ma rację. Wszyscy mu to mówili - chyba czytałyśmy ten sam artykuł. Junior zauważył też, ze Grom odsuwała od niego ojca, żeby mieć go tylko dla siebie, a on zakochany nie zauważył tego. Na szczęście rodzina się do niego nie odwróciła. Również Konczałowski podkreślał, że ona go kontrolowała. Trzymała na smyczy. Na każdym spotkaniu to ona musiała być gwiazdą i grać pierwsze skrzypce. Ona i światła fleszy to było jedno. Wzajemnie się pożądali - tak powiedział.

    Zniszczyła nam Aleksandra. Staram się rozumieć też pannę annę - każdy ma swój punkt widzenia i należy go uszanować. Jeżeli panna anna coś podobnego przeżyła to wiadomo, że negatywnie będzie się na te tematy wypowiadać (oczywiście z całą sympatią dla panny anny - nie krytykuję, rozumiem).
    Hmmm... Moim zdaniem pytanie trudne. Mogę odpowiedzieć patrząc na doświadczenia moje i kolegów. Aktor bywa szczęśliwy, co często jest przywilejem, bo niektórzy ludzie nigdy nie zaznają szczęścia. Człowiek, kiedy wchodzi na scenę i robi to, co kocha, staje się przez chwilę człowiekiem spełnionym. Szczęśliwym, bo spełnia się zawodowo. Praca o tyle specyficzna, że w odróżnieniu do wielu innych zawodów, podczas grania trzeba wyłączyć samego siebie. Wtedy nie istnieje JA, istnieje postać, a jednocześnie obok jest świadomość, że to JA nią jestem, gram, wcielam się w kogoś zupełnie innego. Nie mogę pomyśleć nagle o tym, że przypaliłam rano ziemniaki, bo w tym momencie wychodzę z roli, a to widz zawsze widzi.
    Potem... Potem to już coś zupełnie innego. Oklaski, bla bla bla, "było super, jesteś zaj....sty, udało Ci się" itp. Przez chwilę jesteś doceniony, czujesz się ważny, utwierdzasz się w tym, że robisz coś dobrze. Wracasz do domu, siadasz w fotelu i (jak już to ktoś chyba w tym temacie napisał) gapisz się w ścianę. Aktorzy to często nadwrażliwcy, odchorowujący swoje role. Traktowani, jak Bogowie, a później nikt się nie zastanawia, co się dzieje w głowie tego kogoś.
    Trochę zeszłam z tematu, ale chciałam się wypowiedzieć, jak to wygląda z perspektywy aktora. Oczywiście trafiają się też gruboskórne osobniki (to ja), które nie przeżywają roli przez 3 tygodnie, ale wchodzą i wychodzą z niej bez uszczerbku na zdrowiu. Jednak mam wrażenie, że wiele zachowań aktorów (nałogi i te sprawy), to właśnie działanie uboczne zbytniego uwrażliwienia.

    Nie mówię, że to się tyczy Saszy, tylko tak a propos chciałam to dodać Kolorowych Panienki <3
    ZuziaZuzia masz coś spólnego z teatrem?
    Tak Dlatego tak mi się skojarzyło, kiedy przeczytałam pytanie
    ZuziaZuzia ma rację! Aktorzy czasem są bardzo wrażliwi.

    ZuziaZuzia, a Ty jesteś aktorką?
    Bingo. Polać Kate, bo zgadła
    ZuzuiaZuzia, a w jakim teatrze można Cię spotkać? Czy raczej zostanie to Twoją słodką tajemnicą?
    Niestety, nie mam nigdzie etatu Ale może się to zmieni. Jestem e.... wolnym ptakiem? Strzelcem!
    ZuziaZuzia - zazdroszczę. W takim razie jestem Twoją fanką
    Jeszcze w kwestii rozważań na temat tego, czy Aleksander jest szczęśliwym człowiekiem. Poniżej zacytowałam wypowiedź naszej formowej koleżanki igranie. Moim zdaniem idealnie opisała sytuację Aleksandra. Podpisuję się pod tym obiema rękami.
    „ Sasza nie ma niestety wyczucia w dobieraniu sobie partnerek . Dopóki nie był sławny mógł mieć pewność , że kobiety związywały się z nim dla niego samego. Przykład pierwszej i drugiej żony. Czy one wypowiadają się publicznie? Chodzą do prasy, czy telewizji z rewelacjami na jego temat? Nie. Później przyszła sława , a wraz z nią inny rodzaj kobiet. Pojawiły się takie, które na jego plecach chciały zrobić karierę. Nie miały żadnych skrupułów, żeby lecieć do mediów. Jedna pokazała, że można bez żadnych konsekwencji go opluwać, to reszta za nią. A ,że w mentalności społeczeństwa facet jest zawsze winny to tak wyszło. To co prasa pisze, to mnie nie obchodzi, ale obchodzi mnie podejście ludzi ( komentarze pod artykułami ). Nagonka na niego jest straszna i to mnie martwi. Przecież , chyba mamy już własne doświadczenia i wiemy jak wygląda życie w związku. Czasami facet coś sknoci, czasami my. I jakoś się kręci. Ludzie też są różni. Nie możemy patrzeć na inne kobiety przez własne odbicie. Czasami kobieta potrafi tak psychicznie wykończyć mężczyznę, że zostaje wrakiem człowieka. A czasami coś w nim pęka i doprowadzony do szału może uderzyć.
    Według mnie 7/8 tych rewelacji to nieprawda. To człowiek o wrażliwym sercu i duszy. Okrutnie doświadczony przez los. Właściwie z dawnego Saszy, to już mu tylko oczy zostały. Oto co mu przyniosła sława”.
    Co do bicia kobiet to ciekawe spostrzeżenie znalazłam w książce „ Jerzy Hoffman. Gorące serce” . Nadal twierdzę, w przeciwieństwie do panny anny, że pogląd , iż mężczyzna powinien trzymać rodzinę „ żelazną ręką” jest na wschodzie bardzo silnie zakorzeniony i wywodzi się z tamtejszej mentalności i wychowania. O dziwo jest on akceptowany przez kobiety:
    „ Po pierwszej awanturze, jaką mi w Polsce urządziła, a ja jej nie uderzyłem, całkowicie straciłem w jej oczach autorytet. W oczach kobiety Wschodu. Wiadomo już go nie odzyskam. (s.306). Pierwsza żona Jerzego Hoffmana była Ormianką.

    Jeszcze w kwestii rozważań na temat tego, czy Aleksander jest szczęśliwym człowiekiem. Poniżej zacytowałam wypowiedź naszej formowej koleżanki igranie. Moim zdaniem idealnie opisała sytuację Aleksandra. Podpisuję się pod tym obiema rękami.
    „ Sasza nie ma niestety wyczucia w dobieraniu sobie partnerek . Dopóki nie był sławny mógł mieć pewność , że kobiety związywały się z nim dla niego samego. Przykład pierwszej i drugiej żony. Czy one wypowiadają się publicznie? Chodzą do prasy, czy telewizji z rewelacjami na jego temat? Nie. Później przyszła sława , a wraz z nią inny rodzaj kobiet. Pojawiły się takie, które na jego plecach chciały zrobić karierę. Nie miały żadnych skrupułów, żeby lecieć do mediów. Jedna pokazała, że można bez żadnych konsekwencji go opluwać, to reszta za nią. A ,że w mentalności społeczeństwa facet jest zawsze winny to tak wyszło. To co prasa pisze, to mnie nie obchodzi, ale obchodzi mnie podejście ludzi ( komentarze pod artykułami ). Nagonka na niego jest straszna i to mnie martwi. Przecież , chyba mamy już własne doświadczenia i wiemy jak wygląda życie w związku. Czasami facet coś sknoci, czasami my. I jakoś się kręci. Ludzie też są różni. Nie możemy patrzeć na inne kobiety przez własne odbicie. Czasami kobieta potrafi tak psychicznie wykończyć mężczyznę, że zostaje wrakiem człowieka. A czasami coś w nim pęka i doprowadzony do szału może uderzyć.
    Według mnie 7/8 tych rewelacji to nieprawda. To człowiek o wrażliwym sercu i duszy. Okrutnie doświadczony przez los. Właściwie z dawnego Saszy, to już mu tylko oczy zostały. Oto co mu przyniosła sława”.

    „ Po pierwszej awanturze, jaką mi w Polsce urządziła, a ja jej nie uderzyłem, całkowicie straciłem w jej oczach autorytet. W oczach kobiety Wschodu. Wiadomo już go nie odzyskam. (s.306). Pierwsza żona Jerzego Hoffmana była Ormianką.
    Kobietom wychowanym w bardziej prozachodniej kulturze, odczuwanie respektu przed damskim bokserem (strach przed jego siłą fizyczną owszem, ale nie szacunek) wydaje się nie do pomyślenia, jednak w kontekście kultury Wschodu taka mentalność nie zaskakuje.
    W moim przekonaniu mężczyzna, który bije kobiety, nie pokazuje wówczas swojej siły, lecz właśnie słabość. I to w najbardziej prostackim wydaniu.

    Podobna sytuacja, jak ta cytowana wyżej z 1 żoną Hoffmana, mogła mieć miejsce z Gromuszkiną - Aleksander w którymś z wywiadów mówił, że celowo doprowadzała go do wściekłości, a gdy tylko na nią rękę podniósł, to natychmiast pokorniała.
    Testowała chyba jego wytrzymałość psychiczną i fizyczną. I dopieła celu, doprowadzając do sytuacji granicznej.
    „ Wygląda na to, że Irina jest o wiele silniejsza psychicznie od Aleksandra. Po tym, jak ją zostawił, ona była w stanie go wspierać, wychowywać syna i nadal krąży wokół Saszy jako taki dobry duszek.”
    Szczerze podziwiam tę kobietę. Poświęciła dla niego wszystko ( rzuciła studia, pracę, bo Aleksander sobie tego życzył), i mimo, że on ją tak potraktował nadal go wspiera. Sądzę, że Irina nigdy nie przestała go kochać i bardzo bym chciała, żeby Aleksander do niej wrócił i spróbowali od nowa stworzyć związek, bo tego, co było odbudować się już nie da, zbyt dużo czasu minęło od ich rozstania, a „dwa razy do tej samej rzeki nie można wejść.”
    „ W moim przekonaniu mężczyzna, który bije kobiety, nie pokazuje wówczas swojej siły, lecz właśnie słabość. I to w najbardziej prostackim wydaniu”.
    Też tak sądzę i choć z natury jestem osobą raczej łagodną i niekonfliktową to dwóch rzeczy nie byłabym w stanie mężczyźnie wybaczyć: po pierwsze zdrady ( uważam, że jest to zwyczajnie, tak po ludzku ohydne), po drugie gdyby partner podniósł na mnie rękę. Nie musiałby uderzyć wystarczyłoby, żeby się zamierzył. Miedzy innymi dlatego właśnie tak mi się nie podoba filmowa wersja Bohuna.

    Szczerze podziwiam tę kobietę. Poświęciła dla niego wszystko ( rzuciła studia, pracę, bo Aleksander sobie tego życzył), i mimo, że on ją tak potraktował nadal go wspiera. Sądzę, że Irina nigdy nie przestała go kochać i bardzo bym chciała, żeby Aleksander do niej wrócił i spróbowali od nowa stworzyć związek, bo tego, co było odbudować się już nie da, zbyt dużo czasu minęło od ich rozstania, a „dwa razy do tej samej rzeki nie można wejść.”
    Też tak sądzę i choć z natury jestem osobą raczej łagodną i niekonfliktową to dwóch rzeczy nie byłabym w stanie mężczyźnie wybaczyć: po pierwsze zdrady ( uważam, że jest to zwyczajnie, tak po ludzku ohydne), po drugie gdyby partner podniósł na mnie rękę. Nie musiałby uderzyć wystarczyłoby, żeby się zamierzył. Miedzy innymi dlatego właśnie tak mi się nie podoba filmowa wersja Bohuna. O tak - te 2 rzeczy zdecydowanie są trudne do wybaczenia. Zwłaszcza, że nawet jeśli kobieta wybaczy, to nie będzie mieć pewności, czy się rzecz nie powtórzy.
    Sasza Irinę niestety zdradził. Uderzyć, na szczęście nie bił.

    Co do Bohuna zdanie mam, jakie mam.
    „ Dlaczego więc Irinie i Saszy miałoby się nie udać”?
    Esfir, jestem całym sercem za tym, żeby im się udało. Bardzo bym chciała , aby Aleksander wreszcie poszedł po rozum do głowy i docenił to, jak wspaniałą kobietę miał ( i tak na dobrą sprawę ma nadal) u swego boku. Bo Irina czuwa nad Aleksandrem -przynajmniej w moim odczuciu.
    „Co do Bohuna zdanie mam, jakie mam”.

    Ja też i nadal twierdzę, że Helena nawet nie zdawała sobie sprawy jak ogromny wpływ miała na Bohuna. Gdyby była mądrzejsza potrafiłaby to wykorzystać w pozytywny sposób np. podobnie, jak to zrobiła Oleńka. Jurko zaczynał się dla niej zmieniać na lepsze: ( przestał pić, zrezygnował z wojaczki i kozackiej sławy, aby opiekować się ranną kniaziówną: „ Jak kniaź w zamku, tak ja był na stepie, a dziś co? Ot, siedzę tu i jak rab o dobre słowo u ciebie żebrzę i wyżebrać mogę i nie słyszał go nigdy (…).” Myślę, że wszystko było na dobrej drodze i wystarczyło, aby Helena wykazała trochę dobrej woli. Tylko tyle i aż tyle, ale jej nie było na to stać.

    W książce „ Sto dni Hoffmana, czyli jak powstawało „Ogniem i mieczem” znajduje się wypowiedź, pod którą się podpisuję : „ żywo zareagowałem, kiedy jeden z dziennikarzy zapytał Saszę Domogarowa, czy łatwo gra mu się bohatera negatywnego. Negatywnego?! Przecież Bohun to przede wszystkim człowiek nieszczęśliwy, zdradzany po kolei przez tych, którym otwiera swe serce i których uważa za przyjaciół! Tak dzieje się kolejno z Kurcewiczami, potem z Zagłobą, na koniec z Rzędzianem. (…) Zresztą, pod koniec XIX wieku, w latach, gdy nowa powieść historyczna „ Ogniem i mieczem” robiła zawrotną karierę, zdecydowana większość czytelniczek kochała się w Bohunie a nie w Skrzetuskim” (...). s.82.
    Dla mnie Bohun też nigdy nie był „czarnym charakterem” tylko szaleńczo zakochanym człowiekiem, który w imię miłości zrobiłby wszystko.
    A w kwestii Skrzetuskiego też zdania nie zmienię. Według mnie, nie dorastał Bohunowi do pięt. Jedyną " przewagą" Skrzetuskiego nad Bohunem był fakt, że Jan urodził się szlachcicem,ale to było kwestią przypadku, a nie osobistych zasług. Tymczasem Bohun " rodziców nieświadom" i wszystko zawdzięczał sobie. A ja bardzo cenię takich ludzi.

    Ja też i nadal twierdzę, że Helena nawet nie zdawała sobie sprawy jak ogromny wpływ miała na Bohuna. Gdyby była mądrzejsza potrafiłaby to wykorzystać w pozytywny sposób np. podobnie, jak to zrobiła Oleńka. Jurko zaczynał się dla niej zmieniać na lepsze: ( przestał pić, zrezygnował z wojaczki i kozackiej sławy, aby opiekować się ranną kniaziówną: „ Jak kniaź w zamku, tak ja był na stepie, a dziś co? Ot, siedzę tu i jak rab o dobre słowo u ciebie żebrzę i wyżebrać mogę i nie słyszał go nigdy (…).” Myślę, że wszystko było na dobrej drodze i wystarczyło, aby Helena wykazała trochę dobrej woli. Tylko tyle i aż tyle, ale jej nie było na to stać.
    W książce „ Sto dni Hoffmana, czyli jak powstawało „Ogniem i mieczem” znajduje się wypowiedź, pod którą się podpisuję : „ żywo zareagowałem, kiedy jeden z dziennikarzy zapytał Saszę Domogarowa, czy łatwo gra mu się bohatera negatywnego. Negatywnego?! Przecież Bohun to przede wszystkim człowiek nieszczęśliwy, zdradzany po kolei przez tych, którym otwiera swe serce i których uważa za przyjaciół! Tak dzieje się kolejno z Kurcewiczami, potem z Zagłobą, na koniec z Rzędzianem. (…) Zresztą, pod koniec XIX wieku, w latach, gdy nowa powieść historyczna „ Ogniem i mieczem” robiła zawrotną karierę, zdecydowana większość czytelniczek kochała się w Bohunie a nie w Skrzetuskim” (...). s.82.
    Dla mnie Bohun też nigdy nie był „czarnym charakterem” tylko szaleńczo zakochanym człowiekiem, który w imię miłości zrobiłby wszystko.
    A w kwestii Skrzetuskiego też zdania nie zmienię. Według mnie, nie dorastał Bohunowi do pięt. Jedyną " przewagą" Skrzetuskiego nad Bohunem był fakt, że Jan urodził się szlachcicem,ale to było kwestią przypadku, a nie osobistych zasług. Tymczasem Bohun " rodziców nieświadom" i wszystko zawdzięczał sobie. A ja bardzo cenię takich ludzi.

    Mądrze prawi Pan Hoffman.
    Bohun to postać bajroniczna. Troszkę taki Giaur w warunkach polsko-ukraińskich.
    Przydałoby się pogrzebać w bibliotekach/archiwach i dorwać listy czytelniczek do Sienkiewicza sprzed ponad stulecia.
    To byłaby nader interesująca lektura.

    Skrzetuski mnie aktualnie ani ziębi ani grzeje, nic się nie poradzi na to, że Helcia wybrała jego (a w zasadzie to Pan Henryk).
    Wiadomo, że jako postać i kandydat na eee... ukochanego (męża już niekoniecznie) ustępuje Bohunowi.

    Natomiast jest inna postać z "OiM", której nie znoszę na poziomie moralnym (na płaszczyźnie literackiej bywa zabawna), a mianowicie: Rzędzian.
    Taki cwaniaczek, co wszędzie szuka korzyści dla siebie i zawsze na cztery łapy spadnie. Uparcie podkreśla swoje szlachectwo, a zachowuje się tak, jakby mu słoma z butów wystawała.
    Jego zachowanie wobec Bohuna (szczególnie jego "prośba" pod koniec książki, dobrze, że Skrzetuski zachował się tutaj przyzwoicie) było karygodne.
    „Z Oleńką była inna sytuacja - ona naprawdę kochała Andrzeja.”
    Owszem, ale to się wcale sielankowo nie zapowiadało, bo przecież to dziadek Oleńki postawił ją przed alternatywą Kmicic, albo klasztor. Niezbyt ciekawa perspektywa, nie sądzisz? Na szczęście Oleńka miała znacznie więcej rozumu niż Helena i skończyło się tak, jak się skończyło.

    „ Mądrze prawi Pan Hoffman”.

    Drobne sprostowanie. To akurat nie są słowa J. Hoffmana tylko Krzysztofa Łukaszewicza, który jest autorem książki „ Sto dni Hoffmana, czyli jak powstawało Ogniem i mieczem.”

    „Bohun to postać bajroniczna. Troszkę taki Giaur w warunkach polsko-ukraińskich”.
    I między innymi za to go kocham <3 <3.

    „Skrzetuski mnie aktualnie ani ziębi ani grzeje, nic się nie poradzi na to, że Helcia wybrała jego (a w zasadzie to Pan Henryk)”.

    A mnie Skrzetuski wybitnie negatywnie działa na nerwy. Wielokrotnie już pisałam dlaczego więc nie będę się powtarzała. Natomiast co do Rzędziana zgadzamy się co do joty.
    „Przede wszystkim Rzędzian jest wyrachowany i interesowny w każdym przedsięwzięciu ( a ja bardzo nie lubię ludzi, którzy nigdy nie zrobią dla nikogo niczego, jeśli nie widzą w tym swojej korzyści), do tego jest mściwy, wredny i kłamie jak z nut. Chce się koniecznie odegrać na Bohunie, ale na szczęście Skrzetuski ma choć tyle przyzwoitości, że krzyżuje jego plany. Poza tym, Rzędzian, podobnie jak Skrzetuski, jest zadufany w sobie z powodu szlacheckiego pochodzenia: „ Ja nie jestem żaden chłop, jeno szlachcic, ubogi, ale herbowy”; gardzi Bohunem, Burłajem oraz innymi Kozakami, wykorzystując na każdym kroku ich przyjaźń i gościnność.
    Do tego jeszcze dochodzi proces z Jaworskimi o gruszę na miedzy- przez pół wieku kłócić się z sąsiadami o taką błahostkę, angażować mnóstwo sił i środków- żałosne, ale to tylko pokazuje zawziętość całej tej rodzinki i ich chęć postawienia na swoim za wszelką cenę.
    A tak swoją drogą to bardzo dziwię się Bohunowi, że tak łatwo zaufał Rzędzianowi i zdradził mu miejsce ukrycia Heleny ( biedny Jurko był wtedy ciężko ranny, pewnie miał gorączkę i nie myślał logicznie- innego racjonalnego wytłumaczenia nie widzę); przecież wiedział, że to sługa Skrzetuskiego. Krótko mówiąc, Rzędzian (wszystko jedno który) to według mnie wyjątkowo paskudny typ i doprawdy nie wiem, co się czytelnikom/ widzom w nim podoba.”

    Zacytowałam własny post z tematu „ Ogniem i mieczem” str.20), bo nie chciało mi się drugi raz tego pisać.

    Owszem, ale to się wcale sielankowo nie zapowiadało, bo przecież to dziadek Oleńki postawił ją przed alternatywą Kmicic, albo klasztor. Niezbyt ciekawa perspektywa, nie sądzisz? Na szczęście Oleńka miała znacznie więcej rozumu niż Helena i skończyło się tak, jak się skończyło.
    Drobne sprostowanie. To akurat nie są słowa J. Hoffmana tylko Krzysztofa Łukaszewicza, który jest autorem książki „ Sto dni Hoffmana, czyli jak powstawało Ogniem i mieczem.”
    A tak swoją drogą to bardzo dziwię się Bohunowi, że tak łatwo zaufał Rzędzianowi i zdradził mu miejsce ukrycia Heleny ( biedny Jurko był wtedy ciężko ranny, pewnie miał gorączkę i nie myślał logicznie- innego racjonalnego wytłumaczenia nie widzę); przecież wiedział, że to sługa Skrzetuskiego. Krótko mówiąc, Rzędzian (wszystko jedno który) to według mnie wyjątkowo paskudny typ i doprawdy nie wiem, co się czytelnikom/ widzom w nim podoba.”
    Również mnie to zastanawia i zwalam na gorączkę oraz ogólne wyczerpanie Bohuna. Jednak z drugiej strony - dopiero co Zagłoba go zdradził, a Horpyna ostrzegała przed zdrajcą. Powinien Jurko być ostrożniejszy.
    „ Szkoda. A książka warta kupna? Są tam cytaty z wypowiedzi Hoffmana, czy tylko omówienie metod pracy i charakteru Hoffmana przez Łukaszewicza? I ile tam Saszy?
    To jest opis powstawania filmu, przedstawiony dzień po dniu, na zasadzie: co, gdzie, kiedy i jak kręcili.
    Autor książki brał udział w kręceniu filmu jako asystent reżysera i w niektórych scenach jako statysta
    Opisy „ imprez integracyjnych” też są. Anegdot o Aleksandrze tam niewiele. Kupiłam tę książkę wiele
    lat temu na fali zainteresowania filmem i Aleksandrem rzecz jasna.
    Dzięki za informacje!
    Mało Saszy?! Toż to niedopuszczalne!
    Przecie Bohun miał sporo scen i chyba nikt nie ma wątpliwości, że "ukradł" cały film.
    [quote="Esfir"]Dzięki za informacje!
    Mało Saszy?! Toż to niedopuszczalne!
    Przecie Bohun miał sporo scen i chyba nikt nie ma wątpliwości, że "ukradł" cały film. [/quote]
    Jeśli chcesz to znowu mogę wrzucić tu cytaty. Tylko tak się zastanawiam, czy umieszczając jest tutaj ( co prawda z podaniem źródeł) nie łamię czasem praw autorskich, bo nie chciałabym mieć na głowie CBŚ
    Dopóki jest podany przypis, to nie sądzę, żeby to było łamanie praw.
    Jednak jeśli nie czujesz się pewnie, to nie wrzucaj cytatów.
    I tak zastanawiam się, czy nie kupić tej książki.
    A są w niej jakieś ładne foteczki z planu?
    Niewiele, jeśli chodzi o naszego idola to zaledwie jedna. W dodatku Aleksander ma na niej twarz umazaną dziegciem.
    Eeee, beznadzieja.
    Gębusię Saszki umazaną dziegciem to codziennie na swoim avatarze widzę.
    Eeee, beznadzieja.
    Gębusię Saszki umazaną dziegciem to codziennie na swoim avatarze widzę.

    No właśnie. A Izabella Scorupco i Michał Żebrowski wyglądają jak z żurnala. Oboje w kostiumach. Dodatkowo na ręku Izabelli siedzi raróg ( w powieści to był raróg, a w filmie nie wiem, co to- nie znam się na drapieżnych ptakach). To nie fair. Ewidentnie dyskryminują Aleksandra.


    No właśnie. A Izabella Scorupco i Michał Żebrowski wyglądają jak z żurnala. Oboje w kostiumach. Dodatkowo na ręku Izabelli siedzi raróg ( w powieści to był raróg, a w filmie nie wiem, co to- nie znam się na drapieżnych ptakach). To nie fair. Ewidentnie dyskryminują Aleksandra.

    A jakże, gdyby Saszę pokazać w pełni rynsztunku ...bojowego, to bez wysiłku przebiłby ich oboje!

    ps. nie wiem, czemu u Ciebie się nie wyświetla dobrze cytowanie, chociaż tagi w poprzedniej Twojej wiadomości zapisane są poprawnie. Może spróbuj użyć samego tagu quote bez nicku osoby cytowanej?
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • bolanda.keep.pl
  • ďťż
    Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Design by SZABLONY.maniak.pl.