ďťż
![]() |
|||||
![]() |
|||||
![]() |
|||||
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Nie wiem, co się dzieje z moim kociakiem, pomocy! znaleziony kociak, biegunka, wzdęcie, pchełki Kociaki rosyjskie niebieskie - możliwość rezerwacji! Nagły brak apetytu u kociaka. obróżka dla kociaka przeciw kleszczom kociak ssie nadal- pomocy czy on może umrzeć? kociak chory :( Pomoc w rozpoznaniu płci kociaka Pojutrze bedziu u nas kociak.. RozkĹad zajÄc |
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portalOkej, pierwszy post, podejrzewam, że będzie dośc rozległy, aczkolwiek temat na świeżo i dośc pilny( z góry przepraszam za brak litery [ci], ale klawiatura się buntuje)Mam nadzieję, że dział mniej więcej dobry, więc do rzeczy: Dnia 27 kwietnia tego roku ze swoją dziewczyną postanowiliśmy wziąc małego kociaka z bielskiego schroniska( chcieliśmy zabrac choc jednego kociaka do normalnego domu) Kuweta, żwirek, pokarm, miejsce do spania, woda- wszystko było zapewnione, łącznie z pewnym zapleczem finansowym, na wypadek wizyt i weterynarza. Moja dziewczyna już koty miała( przygarniała te, idące do wora i rzeki itd), więc pewne obycie z siersciuszkami miała. w Bielskim schronisku dośc długo szukaliśmy kociąt, ale "na widoku" były jedynie te dojrzałe, w większości jednak w okresie kwarantanny. Pracownik schroniska zaprowadził nas do kierowniczki, ta powiedziała, że są 3 kotki w "laboratorium", po czym w kartonie przyniosła zwierzaki. Dwa biało- czarne i jedna najmniejsza, czarna z białą krawatką. Wzięliśmy tą ostatnią. Jako, że pierwszy raz w życiu byłem po zwierzaka w schronisku, nie do końca wiedziałem, jak to będzie wyglądac- choc starałem się zaznajomic z obowiązkami itd, które widniały na karcie adopcyjnej. Pierwsza rzecz, która uderzyła mi po czasie niestety do głowy, to to, że oglądając kociaki kierowniczka powiedziała- no szybko, krótka piłka, który kociak(jakby jej spieszno było do czegoś) Jedyny papier, jaki podpisałem, to karta adopcyjna kotki( na imię miała Ofelia), gdzie było więcej luk, niż danych wpisanych- de facto znajdowały się tam jedynie moje dane- z błędem przepisane z dowodu- oraz rasa kota- europejska, data i podpis. Pani zapytała mnie, czy jest szansa na jakąś darowizne( owszem, była w wysokości 50pln). Zapytałem czy to wszystko, powiedziała, że tak i tyle. Teraz troszkę o Ofelii u nas w domu-tzn w domu mojej dziewczyny- Ofelka już w schronisku była bardzo spokojna( w przeciwieństwie do jej braci, którzy bardzo żywo reagowali na otoczenie). Przyjąłem tezę, że jest ona kotką spokojną, a w dodatku pierwszy dzień pobytu w nowym domu, jest dla niej nowym doznaniem, stąd też jej spokojne zachowanie. Mała od początku była przyuczana do kuwety i bardzo szybko nauczyła się z niej korzysta. Pokarm, jaki dostawała, to głównie sucha karma Whsiskas, choc raz na jakiś czas jakiś bardziej "mokry smakołyk" tej firmy. Dostawała też wątróbkę, rozsądne mam nadzieję ilości ryżu, mleka rzecz jasna nie podawaliśmy. W domu jest też pies, więc stopniowo oswajaliśmy go do Ofelii. Na początku większy bał się mniejszego i to zdecydowanie,z czasem namiętnie pragnął lizac jej futerko i bawic się( na co nie pozwalaliśmy, żeby małej nic się nie stało) Ofelia miała bardzo wystające żebra i kości generalnie. Sierśc była matowa, a na tylnich łapkach, miała coś w rodzaju nie do końca zarośniętej skóry, sądziliśmy, iż rodzeństwo dawało jej trochę popalic, jako że była najbardziej pasywna z miotu( o ile były one z jednej matki) Następne, co dziwne- Ofelia miauczała za każdym razem, gdy się ją podnosiło inaczej, niż robiła to jej mama, czyli za kark, jak sądzę. Wtedy była spokojna i nie protestowała. Będąc w domu rodzinnym, nie widziałem jej przez tydzień, kiedy ją w końcu zobaczyłem- no cóż- troszkę tłuszczyku przykryło żeberka, ale i tak niezbyt mocno, a sierśc stała się odrobinę bardziej lśniąca. Kuwetę miała czyszczoną regularnie, choc przyznaję- mea culpa- raz skończył się żwirek i trzeba było improwizowac do rana, zanim udało się kupic nowy( improwizacja papierowo- ręcznikowa) Ofelii to się nie spodobało chyba, bo po paru dniach załatwiała się pod szafą, albo na środku pokoju. Z czasem przywykła do żwirku na nowo i było ok. Te niezarośnięte miejsca na łapkach niespecjalnie chciały się pokryc sierścią, Ofelia też pachniała na swój sposób-nie wiem, czy każdy kot wydziela swój zapach, czy pachną neutralnie-ale nie był to zapach uciążliwy. Kot spał w swoim kocykowym legowisku( bardzo lubiła zagrzebywac się w kocyk i chodzic pod nim)albo w nocy, kiedy spaliśmy- przychodziła do nas i się kładła( spaliśmy oczywiście czujnie, żeby jej nic nie zrobic) Co jakiś czas wychodziliśmy z Ofelią do ogrodu, na słoneczko, pobawic się z nią(albo raz na jakiś czas łapac, ja, gdy wyskakiwała przez uchylone okno i miauczała pod nim) Cały czas z niezadowoleniem kwitowała podnoszenie jej w inny, niż "koci sposób". Przez ostatni tydzień- półtora zdarzało jej się robic często rzadką kupkę, doszliśmy więc do wniosku, że nie radzi sobie z jedzeniem smakołyków innych, niż sucha karma. Dwa razy też zwymiotowała, choc za 1 razem był to podobno kłaczek. Przez cały czas mała była niezbyt aktywna( najbardziej chyba aktywna była w 2-3 tyg pobytu u nas- wtedy goniła swój cień, bawiła się zabawkami, zwiedzała cały pokój, ewakuowała się oknem, podbiegała do drzwi, gdy nas słyszała) Okej, teraz czas na epilog, smutny co gorsza. W nocy z wtorku na środę bardzo głośno miauczała na parapecie- często ją tam sadzaliśmy z miseczką wody, ponieważ lubiła tam przesiadywac i wyglądac przez okno( sadzaliśmy ją między podwójnymi oknami, wewnętrzne zawsze uchylone, gdyby się jej znudziło) Wtedy nie potrafiła sobie poradzic, trzeba było pomóc jej to okienko uchylic,po czym wystartowała do kuwety jak rakieta. Rano Ofelia miała problemy z chodzeniem- delikatne dotknięcie jej w boczek, powodowało, że się chwiała. Później nie potrafiła już chodzic i leżała i miauczała. Po powrocie z uczelni( podczas jej nieobecności doglądała jej mama dziewczyny) zastaliśmy łóżko brudne, bo nie miała już mała siły chodzic do kuwety i nie najlepiej oddychała. Błyskawicznie wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do weterynarza. Ja czekałem w poczekalni, moja dziewczyna poszła z Ofelią do wterynarza. Wyszła po paru minutach i powiedziała, że trzeba małą uśpic, że to jest agonia i zostało jej kilka/naście godzin, w porywie parę dni. Pani weterynarz ograniczyła się do zbadania temperatury( ok 34 stopni- zakładam, że to niestandardowa temp. dla małej kotki) i zapytała mojej dziewczyny, czy wyaża zgodę na uśpienia kociaka. Kot został uśpiony, nie oddaliśmy jej do UTYLIZACJI, została pochowana w ogródku. Okej- to tyle, jeśli o historię chodzi, teraz pozwólcie na pytania: 1- Czy w schronisku dopuszczono się jakiś błędów? brak wydania orzeczenia weterynarza, generalnie pusta karta adopcyjna?( wydaje mi się, że koty szły jeszcze tego samego dnia do uśpienia) 2-Czy można zakładac np wadę genetyczną kota, czy zaniedbanie w schronisku? 3- Nie jestem pewien, czy to dobre miejsce w ogóle, ale czy ktoś słyszał jakieś opinie o zwierzakach z bielskiego schroniska? 4- Czy mimo młodego wieku Ofelii, powinna ona miec w schronisku przeprowadzone jakiekolwiek badania, itd? 5- I w końcu- Czy warto tematem schroniska się zainteesowac? wczoraj dosłownie usłyszałem, że znajomy wziął stamtąd psiaka i wydał krocie na jego leczenie, a o chorobie czworonoga nie był poinformowany. 6- Będę niesamowicie wdzięczny za każdą wyrażoną tutaj opinię. Nie chodzi mi tutaj o to, że wcisnęli mi chorego kota, bo wziąłbym go, nawet gdybym o tym wiedział, z tym że od razu bym go leczył.Tak więc- wszelkie przemyślenia mile widziane, będę zobowiązany i jeszcze raz- wdzięczny. PS- jestem świadom,że mogliśmy popełnic równiez błędy, aczkolwiek dla małej zawsze chcieliśmy jak najlepiej. Pozdrawiam. witaj... szczerze współczuje że historia skończyła się tak a nie inaczej... co do schroniska to się nie wypowiem bo nie znam... ale z opisu można przypuszczać że głównym celem jest szybkie wydanie zwierzaka... co do kotki to nie znalazłam informacji ile miała tygodni kiedy ją zabieraliście? chyba że gdzieś mi to umknęło? czy otrzymaliście książeczkę zdrowia? czy po zabraniu jej ze schroniska byliście z nią u weterynarza? nie ma tez informacji czy była szczepiona?odrobaczana? tutajpoczkategori Generalnie schroniska to przechowalnie nikomu niepotrzebnych zwierzat . Wiekszość pracujących tam ludzi bierze kase i ma wszystko w ..... Jeeli ponownie zdecydujesz sie na kkociaka , posukaj w swojej okolicji jakiejś fundacji kociej , tam sa zapaleńcy , miłosnicy , wolontariusze. Dostaniesz kociaka zawsze wyleczonego , odchowanego , dostaiesz pomoc i dobre rady , zapłacisz tylko datek. To na początek. Twoja niewiedza , mogła ale nie musiała się przyczynic do straty kociaka . Po pierwsze karienie , jest zalene od wieku kociaka , po drugie , obowiązkowe są szczepienia , a wychodziłeś z nia na dwór , po trzecie takie biedy musa dostawać na początek preparaty na wzmocnienie odporności itd .To nie twoja wina ze nikt ci nie powiedział ze powinieneś zrobic sekcje , dlaczego ..? byś ponieważ nikt ci nic nie powiedział wiedział na co kotek odszedł... A jeżeli na FIP a ty wezniesz następnego kociaka ? Dlaczego lekarz nie zrobił testów ? . Nie wiem , ale wiem jedno jezeli jestesmy nie przygotowani , nie mamy odrobine wiadomości , to kupujemy kota w worku a jego zycie staje sie loteria . tutajpoczkategori |
||||
![]() |
|||||
Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Design by SZABLONY.maniak.pl. |
![]() |
||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |