ďťż
![]() |
|||||
![]() |
|||||
![]() |
|||||
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Jak pomóć kotu przetrwać upalne dni? Coś kotu leci z oczu kotu "zrywa" grzbietem Wycena nieruchomoĹci Jaki Sasza? ... problem z internetem NOWY SKLEP Z ALKOHOLEM AsertywnoĹÄ wyjazd do Pragi!!!! (s) felgi rh cup 16/9 cali 4x100 i 2 opony 215/40 zr16 |
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portalMoja kotka ma już 12lat. Jakiś tydzień temu przez 2 dni wymiotowała pianą. Miałam już wtedy iść z nią do weta, ale ktoś stwierdził, że to normalne, że kot ma kłaczka. Kolejne 2 dni kicia nie wymiotowała, więc uznałam, że jest ok. Ale potem znów jednego dnia zwymiotowała jedzenie, i drugiego dnia rano też zwróciła to co zjadła...żadnego kłaczka.To była środa. Popędziłam, z nią to lekarza. Dał jej jakiś zastrzyk. I pastę na odrobaczenie. Kazał szukać robala w kuwecie i przyjść za tydzień. Kotka nie wymiotuje, ale jest bardzo osowiała. W środę po tym zastrzyku chyba miała gorączkę (ciepły nosek i chowała się pod kołdrę). Ale to co mnie najbardziej martwi to że od tamtego czasu się nie wypróżniała. Bardzo się boję o nią. Zwłaszcza, że jutro muszę wyjechać na 2 dni. Oczywiście dziś pójdę z kicią jeszcze do weta, albo i do dwóch...ale nie ufam żadnemu z nich ![]() Co jej może być? Ja już na zapas ją uśmiercam....siedzę i wyję bo boję się, że mnie po tylu latach opuści ![]() karolyna moj kotek mial podobny problem jakis tydzien temu.Zygala piana ,zolta ciecza ,wszystko co zjadla to zwracala i nie robila kupy.tez myslalem ze to klaczki ,ale nie wymiotowala wloskami.poszedlem do weta ktory stwierdzil ze nie ma robakow i tez raczej nie jest to problem klaczkow. powiedzial ,ze pewnie cos zjadla i jej to zalega na zoladku .dal mi jakis plyn ktory musialem podawac doustnie (z tego co zrozumialem to bylo coz zeby nie czula mdlosci i zeby przestala wymiotowac). po 4 dniach kociakowi przeszlo i wszystko jest juz dobrze. dziwne ,ze twoj wet odrobaczyl twojego kocurka bez pewnosci ,ze ma robaki.... mam nadzieje ,ze wszstko z twoim kotkiem bedzie dobrze i szybko mu przejdzie. Napisz jak juz bedzie po wszystkim ![]() No więc tak. Tego weterynarza, u którego byłam ostatnio nie było, więc pojechałam do lecznicy do weta, do którego chodziłam wcześniej. Jedna babeczka stwierdziła, że to może być coś z nerkami. Mój wet chciał pobrać krew, ale jak mu opowiedziałam dokładnie co i jak, stwierdził, że badanie krwi jest bez sensu jeśli nie minęło 5 dni od podania leku, bo wyniki będą zafałszowane. Poza tym zajrzał do pyszczka i powiedział, ze to nie mocznica bo dziąsła są zdrowe i nie ma nieświeżego oddechu. Kazał dawać kotu mleko, tuńczyka w oleju, coś co działa przeczyszczająco... Ale powiedział, że jak kot nie wypróżnia się przez 5, 6 dni to dochodzi do marskości wątroby i mogę się z nim pożegnać ![]() ![]() Badanie krwi może mieć najwcześniej w poniedziałek, z tym, ze mnie nie będzie więc będzie dopiero we wtorek. Do tego powiedział, ze jak do jutra nie podziała jedzenie, po którym może dostać biegunki, to mam się z nim kontaktować. Boję się strasznie o moją kicię...mam ją od ponad 12 lat...przetrwałam z nią część podstawówki, gimnazjum, liceum...teraz mam wyrzuty sumienia bo od 4 lat bywam w domu średnio co na miesiące na 2-3 dni ![]() ![]() Kup w aptece olejek parafinowy . Moze miec ciało obce . Brak qupala moze doprowadzic to zatoru w jelitach . Olejek parafinowy powinien pomóc , chyba 3 x po dwie krople ale zapytaj wet bo nie pamiętam.zresztą tego nie można przedawkowac najwyżej bedzie luzno a o to chodzi tutajpoczkategori Koło południa zjadła trochę lodów, wypiła trochę mleka i oleju z tuńczyka...od tamtego czasu ani już nic nie chce zjeść ani wypić i wciąż ani śladu qupy ![]() Powiększył jej się brzuszek w okolicy zaraz przednimi łapkami...trochę mi się to wydaje podejrzane, ale w sumie nie znam się ![]() wet u mnie w mieścinie nie przyjmuję całą dobę ![]() ![]() boję się iść spać ![]() Mama powiedziała, że jak otworzyła lodówkę, to kot przygalopował, ze też coś chce...no ale zjadła tylko 3 kawałki mokrej karmy z saszetki. Rano też siusiała. Ale ostatnią rzeczą jaką widziałam, że pije było trochę mleka wczoraj koło południa. Niedługo będę się kontaktować z weterynarzem ![]() No jak byłam wczoraj, wet nie wpadł na pomysł żeby zrobić RTG. Wymacał tylko kotka. I mówił o tym badaniu krwi, ze najprędzej w poniedziałek ![]() Muszę tylko do siebie dojść bo na razie jestem cała zapłakana...raz dlatego, ze moja kicia jest chora i widzę jak cierpi, a za chwilę dlatego, że nie potrafię myśleć, że wyzdrowieje i będzie dobrze. Mam w głowie najczarniejszy scenariusz ![]() Dziękuję za wsparcie Sissi. Weterynarz stwierdził, że jeszcze czekamy. Mam się z nim skontaktować po południu. Póki co udało mi się uprosić kicię, żeby wypiła trochę mleka. Pewnie mam mnie już dość bo co chwila biegam za nią, próbując wcisnąć jej mleko albo lody. I chyba w związku z tym nici z mojego wyjazdu ![]() ![]() tez trzymam mocno kciuki za kociatą... miejmy nadzieję że wyniki badań krwi coś pomogą... trzymajcie się obie dzielnie... tutajpoczkategori Jestem tak zła.... Miałam jechać zawieść papiery na studia, ale przecież nie zostawię kici samej na pastwę losu ![]() Dzwoniłam po południu do weterynarza, ale on mnie najnormalniej olał ![]() ![]() A sam kotek trzyma się średnio. Wypił dziś w sumie może łyżkę stołową mleka i wylizał sos z miękkiej karmy. Mam wrażenie, że kiedy śpi, oddycha płycej niż normalnie i chyba ma kilkusekundowe bezdechy. Poza tym widać, ze cierpi i że bardzo go boli. Kręci się, skrzeczy, nie daje się dotknąć. To już szósta doba bez kupki ![]() Oczywiście z samego rana jedziemy do lecznicy...tylko ja boję się w ogóle usnąć ;( no skandal...nie mam słów szczerze mówiąc ![]() Ale w nocy kici wrócił apetyt. Kiedy szłam spać, czekała na mnie pod drzwiami od łazienki i zaprowadziła do słoika z karmą. Weterynarz mówił żeby tej suchej raczej nie dawać bo zapycha jeszcze gorzej, ale stwierdziłam, ze co będzie to będzie, a skoro kicia sama się domaga to jej nie odmówię przyjemności. Zjadła dość sporo...zwłaszcza, że przez ostatnie dni nie jadła właściwie w ogóle. Do tego rano piła wodę ![]() ![]() Kicia jeszcze rano trochę jadła więc teraz z badania krwi nici, ale jak odczekam do 17 to będzie ok? Z jakiegoś powodu czuję, że to był trochę taki test sumienia dla mnie. Kot albo drugi kierunek studiów. Miałam małą wojnę z ciotką, która mnie ochrzaniała za to, że nie pojechałam...Nie wiem...może jestem dziwna, albo lekko upośledzona ![]() miło słyszeć lepsze wieści... oby kicia się unormowała... ale jak radzi Sissi do weterynarza warto iść i badania zrobić... lepiej mieć pewność że zrobiło się wszystko co się da... tutajpoczkategori Byłam wczoraj u weta. Ale jak powiedziałam, że rano się załatwiła to spytał po co w ogóle przyszłam skoro wszystko ok ![]() ![]() Ogólnie wrócił jej apetyt i pije wodę. Teraz każda qupka będzie odnotowana na pewno ![]() Nie wiem tylko czy szukać innego weterynarza, który robi badanie krwi? ten wet poszedł na weterynarie tylko z chęci zysku i nic poza tym... ja bym poszła na pewno do innego weta i bez badań bym nie wyszła... dręczyło by mnie że nie jestem pewna że z kotką na pewno wszystko w porządku... co do pasty nasza też wcześniej jadła z tubki pastę sama a teraz ma w nosie... ja je wyciskam małymi kropkami na suche granulki i wtedy zjada... tutajpoczkategori Mój kot nie da się nabierać na mieszanie pasty z jedzeniem ![]() Zrobiłam małe rozeznanie, z którego wynika, że u mnie w mieście rtg i badanie krwi można zrobić tylko u tego weta, który mnie tak olewa (co lepsze uchodzi on za najlepszego weta w okolicy) ![]() ![]() ![]() Kicia teraz je za dwóch... dziś zjadła 3 razy tyle ile jada normalnie...ale za to nie dostała suchej karmy...więc może dlatego cały czas jest głodna. Daję jej tą parafinę, ale niestety dziś znów się nie załatwiła ![]() Dziś w nocy po prawie 3 dobach kicia się załatwiła. Ale ta kupka trochę żałosna była. Poszłam z nią do weterynarza nr.3. A właściwie do czegoś co dość bujnie nazywa się 'lecznica dla zwierząt, pogotowie weterynaryjne'. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałam no ale nic...myślałam, że może tam robią jakieś badnia czy coś, ale nie. Było tam 2 weterynarzy, z czego jeden wydawał się w ogóle nie zauważyć mojej obecności. Drugi dał kici 2 zastrzyki-jeden z antybiotykiem, drugi z czymś na trawienie. Dał mi jeszcze Heparenol i kazał dawać kici. Powiedział, że może mieś dużego kłaczka, ale jak będę dawała parafinę to powinna go wydalić ![]() Po powrocie do domu znów się załatwiła, ale kupka była jeszcze bardziej żałosna niż ta z rana- w sensie czarna(wg weta nr.2 wskazująca na zwykłą obstrukcję), ale do tego też bardo cienka. Do innego miasta nie za bardzo mam kasę, żeby jechać ![]() ![]() W środę bez względu na to czy się poprawi czy tez nie, idę z kotem do weterynarza nr.4, który robi badania krwi, o czym dowiedziałam się dziś już po wyjściu od weta ![]() Mam nadzieję, że kici się poprawi, bo w czwartek, ewentualnie piątek będę musiała wyjechać na co najmniej tydzień ![]() Dzięki Sissi za rady ![]() Trochę się teraz martwię bo kicia jest teraz bardzo nerwowa. Jak tylko się do niej zbliżam i coś mówię to warczy ![]() Tuńczyka ani innych ryb nie chce jeść ![]() trzymam kciuki za kociatą i bardzo żałuję że przez niekompetencje tylu "weterynarzy" nadal nie ma konkretnej diagnozy... tutajpoczkategori W piątek kicia jeszcze wymiotowała i bardzo źle się czuła, więc zabrałam ją do wet nr 2...czyli tego, który mnie olewał. Kicia dostała zastrzyk z czymś przeciwwymiotnym i na rozluźnienie jelit. Do tego tabletki. Nazwy nie pamiętam dokładnej, a są podpisane MCP. do tego ma łykać no-spę... jest straszny problem z połknięciem, ale jakoś dajemy radę... Wczoraj po podaniu leków kicia poczuła się chyba lepiej bo już nie była tak osowiała jak dzień wcześniej... Ale dziś...weszła 2 razy do kuwety przybrała dziwną pozycję, po czym wyszła, potem coś siknęła...ale po chwili wróciła i siknęła kilka kropelek...ale chyba z krwią ![]() ![]() Czyli jutro znów do weta ![]() ![]() Ratujcie ![]() W poniedziałek poszłam do weta w kwestii tego posikiwania. Dostałam zestaw do zbierania moczu. We wtorek z samego rana zaniosłam siki do weta. Po południu dostałam telefon,że mam przyjść bo chcą ze mną porozmawiać. Trochę się wystraszyłam. U weta okazało się, że w moczu kici jest krew, dużo białych krwinek i kryształy, których nie są w stanie określić dokładniej. No ale jeszcze pełna optymizmu twierdziłam, że super. Kamienie się wytnie i będzie super... W środę poszłam z kicią na usg i badanie krwi. Kicia dostała zastrzyk ze znieczuleniem. USGnie wykazało żadnych kamieni, czyli wyszło, że ma zapalenie pęcherza czy coś. Znów pełna optymizmu stwierdziłam, ze dostanie dodatkowe tabsy i będzie super...zwłaszcza, że w poniedziałek i wtorek załatwiała się całkiem zdrowo... Ze znieczulenia kicia miała wybudzić się w ciągu godziny-dwóch. Weterynarz powiedział, że może trochę dłużej -zależy od metabolizmu....Wybudziła się wczoraj koło południa-czyli dobę od podania zastrzyku...wcześniej dzwoniłam do lecznicy i powiedzieli mi, ze ostatnio mieli kota, który dochodził do siebie 2 dni. W necie też wyczytałam podobne historie. No i wczoraj po południu poszłam po wyniki krwi ![]() Weterynarz powiedział mi, że kicia ma poważnie uszkodzoną wątrobę. Ma nie jeść w ogóle białka. Dostała Royal Canin urinary, bo stwierdzili, że najpierw trzeba zająć się tym sikaniem, a jak już będzie ok to wezmą się za wątrobę. Wciąż z optymistycznym nastawieniem na odchodne zapytałam panią weterynarz jakie są szanse na wyleczenie tej wątroby...gdzieś w środku naiwnie liczyłam, że powie 'proszę się nie martwić kicia na pewno wyzdrowieje'...cokolwiek pocieszającego. A usłyszałam 'jakieś 40 procent...niczego nie obiecujemy'. Całą drogę do domu szłam ze łzami w oczach, a całą noc wyłam....teraz już ani przez sekundę nie potrafię na sobie wymusić myśli, że kicia wyzdrowieje ![]() Do tego muszę ją męczyć tabletkami i tą karmą...kicia cały ranek dziś mnie namawia na coś dobrego...jak mam wytłumaczyć kotu, ze to dla jego dobra? ![]() ...Kicia słania się na nogach...nie wiem czy to jeszcze ją trzyma wczorajsze relanium, czy już to co mówiła pani wet-wątroba nie pracuje, a cały syf dociera do mózgu przez co może mieć takie zachwiania i się przewracać... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że dziś muszę wyjechać. Mam przeprowadzkę i muszę jechać spakować swoje rzeczy i przewieźć, bo do jutra mam opuścić mieszkanie...gdyby właściciel poinformował o planach wykopania nas kilka dni wcześniej, spakowałabym swoje rzeczy przed przyjazdem do domu i poprosiłabym współlokatorów, żeby je przewieźli...a tak muszę jechać ![]() ![]() A mama też jest dobra...już mnie zdążyła oświecić, że to wszystko moja wina i że to ja wykończyłam kota. A wszyscy inni nie rozumieją ile ten kot dla mnie znaczy...słyszę tylko 'no szkoda kota, ale są ważniejsze sprawy'. Hmm...może jestem nawiedzona, ale dla mnie nie ma. Tak się boję...gdybym tylko mogła oddać jej swoja wątrobę.. ![]() szczerze współczuję... można powiedzieć że wiem co czujesz... w 2004 roku zostałam postawiona w sytuacji kiedy musiałam dokonać takiego wyboru... miałam psa, kundelka, kiedy do nas trafił miał już latek ze 3 (były właściciel nie wiedział dokładnie)... po tygodniu był cały nasz, taka przylepa ukochana, pokochał nas mocno, a my jego, ale ja najbardziej...mam po prosu słabość do zwierzaków które traktuje jak dzieci... 3-4 lata później okazało się że ma arytmię serca i konieczne jest podawanie mu leków, codziennie do końca życia...tak tez robiłam... zawsze ja...opiekowałam się nim, chodziłam do weta, kupowałam jedzenie... kiedy miał około 11 lat zachorował...przed Bożym Narodzeniem... w 1 dzień polegiwał nie chciał się ruszyć nawet na spacer...wynosiłam go na podwórko...ale kiedy widziałam że chwieje się na nóżkach i zaczyna przewracać wróciłam do domu z płaczem...na 2 dzień było jeszcze gorzej, wizyta u weta i oddanie krwi do badania...na 3 dzień jazda po wyniki razem z psem który leżał i posikiwał pod siebie...zapach był nieciekawy... jak zobaczył suczkę z cieczką to potrafił ostatkiem sił okazać zainteresowanie ale wyniki były bardzo złe... wszelkie normy przekroczone kilku lub kilkunastokrotnie... chore nerki...być może od leków... wet powiedział że są bardzo znikome szanse jeśli nie powiedzieć że prawie żadne na poprawę jego zdrowia...chwilowe podtrzymanie przy życiu... decyzja jednak należała do mnie...miałam wtedy 23 lata, więc byłam osoba dorosłą...zadzwoniłam do domu i spytałam co mam robić ale decyzją można powiedzieć wszystkich członków rodziny było żeby dać mu godnie odejść... nie było mnie przy podawaniu zastrzyku, był mój kolega, ja i tak szlochałam jak głupia w poczekalni...to było na dzień przed wigilią... takie miałam święta... bolało długo,smutno za każdym razem kiedy spojrzałam na zdjęcie... ale w końcu zaczęło boleć mniej, pamiętam go do dziś, przyjaciół się nie zapomina... 2 lata dojrzewałam żeby miec kolejnego psa i w końcu trafił do nas beagle którego własciciel musiał sie go pozbyć...miał 1,5 roku...ale nie było mi dane cieszyć się nim za długo bo pół roku po jego przybyciu kiedy wyjechałam do pracy za granicę ktoś go ukradł...i wszelki ślad po nim zaginął...to był rok 2006...szukałam go 2 lata...niestety nic... a teraz kiedy razem z mężem kupiliśmy dom w Holandii nasze serce skradła kotka syberyjska Neva Masquerade...to pierwszy kot w moim życiu i pierwszy zwierzak chowany od "niemowlaka"... kończąc długą opowieść, przepraszam że się rozpisałam morał jest taki... podejmowane decyzje bywają bardzo trudne i czasem bolesne... na Twojej drodze wczesniej czy później pojawi się kot... nigdy jednak nie zapomnisz tych które chowałaś i kochałaś... decyzja trudna ale wiele osób przez to przechodzi... niestety nie możemy Ci podpowiedzieć w którym kierunku pójść, możemy jedynie podtrzymać na duchu i pocieszyć... więc trzymaj się... http://www.vetopedia.pl/article151-1-Choroby_watroby_u_kota.html dnia Pią 17:56, 29 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz Powrót do góry |
||||
![]() |
|||||
Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Design by SZABLONY.maniak.pl. |
![]() |
||||
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |