ďťż
Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal
To facetka ma zabiegać o mężczyznę,a NIE odwrotnie
poszukiwani mężczyźni! i nie tylko :)
Samotna ;P
Zakupy do ogrodu
Aborcja.
Polacy wyśmiewani na YT, interwencja
prezent
BARDZO PROSZĘ O WYPEŁNIENIE
pogoda
SYLWESTER AKADEMICKI
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • mateurik.opx.pl

  • Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal

    http://www.youtube.com/watch?v=Syu-2SAtD4Y&feature=player_embedded
    Wczoraj na kanale 1ru miała miejsce premiera filmu dokumentalnego poświęconego Saszy.


    O! Całkiem w porządku, choc może odrobinę... bałwochwalczy (saszochwalczy czy whatever) warto jednak chocby dla Saszy juniora zachwalającego Ogniem i Mieczem i karmiącego tym samym mą polską próżnosc oraz dla miny Saszy seniora, gdy mówi o ludziach normalnych i normalnych nie ocień haha:)
    PS. Zapomniałam już, że on NAPRAWDĘ był kiedyś BARDZO przystojny...
    Wzruszyłam się pod koniec.. Jak na to, że ni w ząb nie umiem rosyjskiego bardzo mi się podobało. A Sasza.. ach.. dalej ma to coś Mogłybyście napisać o co tam na końcu chodziło, co Sasza mówił? Że niby czeka na 'tą jedyną'?
    Ostatni komentarz zaraz po wypowiedzi Konczałowskiego, który nawiasem mówiąc powiedział i tu cytuję" nie widziałem go szczęśliwego, rozumiecie, bardzo chciałbym zobaczyć jego szczęśliwego" brzmi następująco:
    " samotny wilk, zmęczony samotnością, amant filmowy , uwodziciel ( czy jak tam można przetłumaczyć gieroja-liubownika, czyli bohatera-kochanka) marzy o miłości. Aleksander Domogarow, tak jak my wszyscy zasłużył na szczęście. Aktor ma nadzieję, że on koniecznie znajdzie swoją idealną kobietę, nie zważa na wszystkie pomyłki. Taką, która przyjmie go takiego jakim jest, a nie takim jakiego sobie wyobraża i pokocha bezinteresownie, nie wymaga niczego w zamian. Domogarow jest pewien, że ona gdzieś jest.
    I teraz nawija Sasza, ale on za szybko gada. Jak nakręcony. Może Sidorjenka się wypowie. Ogólny sens jest taki, że może ją mija, przechodzi obok niego itp. On nie znaju.


    Oj.oby w końcu ją znalazł,baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo mu tego życzę i mocno trzymam w tej sprawie kciuki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Może chociaż przyjaciółkę,żeby nie był sam )))))))
    A co z tą Larysą???To już koniec???
    Tak jak pisze igraine - na samym końcu Sasza snuje domysły, gdzież ta jego ljubow się podziewa: może przechodzi obok, może właśnie zeszła do stacji metra Puszkinskaja, a może stoi w kolejce i kupuje bilet… Co do Larisy – w tym materiale powiedziano, że między nimi przyjaźń jeno:) : „ta sympatyczna brunetka znalazła się w trudnej życiowej sytuacji – Domagarov zaoferował jej wsparcie – pomógł finansowo – a tabloidy roztrąbiły o mającym nastąpić wkrótce ślubie, a nawet o ciąży Larisy”
    Jest to jakiś pozytyw....nawet jeśli nie znajdzie miłości(choć z całego serca życzę mu by znalazł)to u jego boku zostanie wierna kobieta w osobie przyjaciółki,co może okazać się cenniejsze,przynajmniej na razie,biorąc pod uwagę co przeżył ze swoimi tzw."miłościami"
    Ale nawypisywałam......mam nadzieję,że wiecie co mam namyśli?
    Oglądałam dzisiaj
    I jakie wrażenia ?
    Nareszcie udało mi się wczoraj obejrzeć....dobry wywiad taki odważny i szczery....Sasza genialny....tylko szkoda mi się go zrobiło,bo taki samotny ale fajnie się uśmiechał....ma bardzo dobrych i oddanych przyjaciół....Sasza Aleksandrowicz to bardzo mądry chłopak....a Gromuszkina..haha ....jak wyskoczyła "kto wam pozwolił zadawać mi takie pytania?!"(kiedy pytali ją o ojca dziecka)....niby ma rację ale z drugiej strony ta reakcja była trochę za ostra
    Obejrzałam, i jak na to, że nie znam rosyjskiego - też bardzo mi się podobało, i też pod koniec się wzruszyłam...
    Pomyślałam nawet, że może gdyby faktycznie szukał swojej wymarzonej żony w metrze albo kupując bilet, lepiej by na tym wyszedł, niż jak wiązał się z aktorkami, do których miał potem pretensje o to, że nimi są (upraszczając oczywiście). A taka zwykła Rosjanka, która nie robi jakiejs zawrotnej kariery, a chciałaby miec męża, który by ją kochał - mogłaby i czas mu poświęcić, dom poprowadzić, dziecko urodzić...
    Z drugiej strony, trochę przekorny ten film - jeden z najsłynniejszych aktorów, miliony zakochanych kobiet - i samotność... Założę się, że po emisji dostał tysiące listów od Pań, które by go chetnie pocieszyły
    A ja się wczoraj naoglądałam wywiadów z Saszą z poczatków jego wielkiej sławy i wyszło mi dokładnie to, o czym on mówi w "Spowiedzi", że był sobie naiwnym i niewinnym chłopakiem z dobrej rodziny i całą tę jego świeżość i prostotę szlag trafił w zetknięciu z ludzką podłością. Jaki on tam jest promienny, radosny. Ech
    Też cos oglądałam, tylko niewiele rozumiałam... faktycznie, zupełnie inny był. Ale, albo mi sie wydaje po ostatnich zdjeciach i filmikach, albo mu przynajmniej troche tej radości wraca (miejmy nadzieje...)
    Ludzie mają trochę inne wyobrażenie o sławnych osobach.Przecież takie osoby mają dużo kasy ,niczym nie muszą się martwić .Po prostu wszystko mają.Ale prawda jest zupełnie inna.Sasza choć ma kasą ,nie musi martwić się brakiem propozycji filmowych.To w życiu dużo przeżył śmierć syna , dziennikarze którzy się dają mu spokoju (pamiętam jak mówił w wywiadzie "dzień dobry TVN" ,że zrobili mu nalot na jego dom) oraz jego związki z kobietami np z Mariną która gadała dziennikarzom ,że Sasza ją bił.Sasza wspominał też o przyjaciołach ma tylko jednego.Mam nadzieję ,że Sasza w końcu odnajdzie szczęście pozna kobietą która będzie go kochać a nie jego pieniądze i rozgłos.
    Teoretycznie najlepiej byłoby dla niego poszukać żony w kraju, gdzie zupełnie nie jest znany - wtedy miałby pewność, ze nie jest ani trampoliną do niczyjej kariery, ani karta kredytową...
    Albo szukać kobiety która robi karierę sama, w innej branży.
    Dokładnie, tak jak pisałam wczesniej - lepiej by dla niego było naprawde w tym metrze żony szukac, normalnej, pracującej, niezależnej kobiety - żeby głodem nie przymierała (bo wtedy jest ryzyko, ze traktuje go jak ostatnią deske ratunku) ale nie była aktorką ani inną artystką (skoro uważa, ze w domu moze byc tylko jeden artysta). W końcu w samolocie prawie dobrze mu poszło...
    Zgadzam się w pełni niech sobie znajdzie jakąś lekarkę albo prawniczkę.

    (prawie robi wielką różnicę. )
    Nie wiem, czy dobrze pamietam, ale prawniczke dla niego to bym nawet jedną widziała, i to niedaleko, na tym forum, tylko ona cos tam nie chciała... kurą domową byc ani dzieci rodzic...
    Nire każdy lubi ptactwo domowe i dzieci...
    No też nie lubię i dlatego, jak równiez z przyczyn językowych, swojej kandydatury nie proponuję Trudno, musi byc jakas obca... w sumie szkoda, że z Larysą wyszła tylko przyjaźń, ona by się nadawała pod tym kątem - pracowała wprawdzie, ale w innej branży, konkurencji ani kariery by przez Sasze nie robiła, mieli podobne zainteresowania... Z jednej strony to piękne, ze Sasza tak szlachetnie i bezinteresownie postępował, z drugiej - jego szkoda, a jej... troche nie rozumiem
    Bo tak już z tą miłością jest... Niby idealnie a wychodzi g...
    A ja tak sobie po cichutku myśle, że ta panienka ciut z króciutka intelektualnie była, czyli, jak mówila moja Babcia - niedaleka
    Ładne okreslenie Ale czemu tak uwazasz? Miała firmę chyba audytorską, wiec cos tam w głowie musiała miec...
    Może inaczej.
    Sama mówiła, że jest z innego świata, więc może za mało było w niej szaleństwa jak na Takiego faceta
    We mnie na przykład było za dużo jak na mojego ex szlubnego
    A, w ten sposób to moze tak. Z drugiej strony, Sasza nie chciał aktorki czy innej artystki, sam mówił że jeden artysta wystarczy, chociaz moze powinna być własnie nie-artystką, ale z jakąś dozą szaleństwa Ja pewnie też bym nie sprostała, jako ze jak wiecie prowadzę podwójne życie i małpiego rozumu dostaję dopiero po północy (choc dzis mi sie wczesniej zaczyna)...
    Zrobimy ralityshow "Ukochana dla Saszy" Międzynarodowe eliminacje, dziwne konkurencje i inne cuda na kiju.
    Dobre Znam taką historie, opisywała to włascicielka jakiegoś biura matrymonialnego : szukała żony dla milionera, bardzo dokładne wymagania, od tylu do tylu wzrostu, okreslona ilosc cm w kazdym wymiarze, wymagany konkretny kolor karnacji, oczu, włosow (i długosc), kształt oczu, nosa, ust, zlecili specjaliscie od portetów pamieciowych naszkicowanie, milioner zaakceptował rysunek i wg tego mieli szukac. Międzynarodowy casting po agencjach modelek na wzystkich kontynentach, kontakt z praktycznie wszystkimi biurami matrymonialnymi świata. I nic. Wściekły milioner przyszedl do agencji zrobic awanture, i minął sie w windzie ze zwykła dziewczyna - podobno są małżeństwem
    I tak to jest z ideałami...
    Bo ideały są dobre w bajkach i w filmach.
    Tak, do ubarwiania życia... wiec i Sasza pewnie by swojego nie znalazł. Ale pomysł na program fajny, sprzedaj patent ruskiej TV.
    Szkoda mi Saszki. Wiesz jaka masa idiotek by przyszła?
    Hmm... my?
    Zartuje. Wyobrazam sobie, biedny by Saszka był i chyba całkiem zwątpił w kobiety.
    Znalazłam taki komentarz pod jednym filmikiem na yt:
    Była na tym przedstawieniu jedna dziewczyna która wręczała mu kwiaty-potknęła się i on ją złapał-założę się że zrobiła to specjalnie!!!
    klorynda82 w odpowiedzi do: impresssja (Pokaż komentarz) 2 lata temu
    A to byłaby tylko próbka zachowania, które musiałby znosic...
    Nie można zakładać, że wszyscy robią wszystko specjalnie pod publiczkę. Ludzie są po prostu zawistni, ot co.
    A przepraszam - nawet nie przyszło mi do głowy, ze na Sasze można poleciec przypadkiem
    Ja tam się wywalam nawet na prostej drodze, w ważnych momentach. Podejrzewam, że w takiej sytuacji poleciałabym na łeb i to wcale nie specjalnie. Potem paliłabym się ze wstydu przez 15 lat...
    Oj tam wstyd - ważne, ze Saszka by Cię złapał!
    A potem spojrzał w oczy i powiedział:
    - Och piękna...
    Ja: Czekałam na Ciebie całe życie mój książę...

    A potem zachód słońca i inne Disney'owskie bzdury/
    U mnie troche inne zakończenie by było - spojrzałby tymi swoimi oczami, ja bym zemdlała, zawołaliby karetke, obudziłabym sie w szpitalu i pomyślała : "No tak, psychiatryk. To mogło zdarzyc sie tylko mnie..."
    Ha, ha, ha. ja już mam w tym niejakie doświadczenie. tzn. na leceniu na artystów. Kiedyś miałam taką sytuacje, że musiałam wręczyć artyście kwiaty po występie. Niejako służbowo. Siedzę sobie cichutko na krzesełku, kwiatki trzymam na kolankach. Artysta zakończył występ. To akurat był pieśniarz. Gromkie brawa, ja wstaje i nic. Siedzę dalej. Ponownie próbuje poderwać się z krzesła.Nic. Napięcie rośnie. Wszystkie oczy zwrócone na mnie. Artysta nie schodzi ze sceny , bo czeka aż podejdę. Mi krew buzuje. Zrywam się, słyszę jakiś trzask materiału. Okazało się , że felerne krzesełko miało jakieś wystające gwoździe i zaczepiłam spódnicą. Oczywiście siła, której musiałam użyć żeby oderwać się z krzesła była tak silna, że z rozmachem wpadłam na scenę ( była niska i od razu wskoczyłam, o wysoką może przydzwoniłabym głową ) wprost w ramiona artysty.
    Dobre... Oszaleć z miłości.
    Ale to musiało wyglądac Biję sie z myslami, czy chciałabym tak z Sasza : wpaść w ramiona - tak, ale z dziura w spódnicy - nie...
    Posty wpadły jednocześnie. Żeby rozmowa miała sens Panny Anny powinien być przed moim.
    Na szczęście spódnica odniosła mały uszczerbek w materiale, a ja na honorze. A rzeczony artysta zainteresował się mną na tyle, i tak mnie namawiał, że w końcu zgodziłam się z nim spotkać. Kto tam trafi co mężczyźni mają w głowach.
    Jedno jest pewne niby patrzą na to samo, a widzą zupełnie co innego.
    no jak tak się to kończy, to mogę poświęcić nawet wszystkie spódnice i honor przed 1200 osobową widownią teatru Mossovieta

    Posty wpadły jednocześnie. Żeby rozmowa miała sens Panny Anny powinien być przed moim.
    Na szczęście spódnica odniosła mały uszczerbek w materiale, a ja na honorze. A rzeczony artysta zainteresował się mną na tyle, i tak mnie namawiał, że w końcu zgodziłam się z nim spotkać. Kto tam trafi co mężczyźni mają w głowach.
    Jedno jest pewne niby patrzą na to samo, a widzą zupełnie co innego.


    To się nazywa wejście smoka a raczej smoczycy. ( Takie niedyskretne pytanko : Wyszło coś z tego?)
    Nic. Spotkałam się dwa razy. I koniec. Był sporo starszy. To dla mnie był duży problem.
    Hehe, zupełnie jak we wspomnieniach Fanki z Przypadku, o których pisałas w innym watku - tam było, jak Sasza omal na nią nie wpadł, najbardziej podobała mi sie jej reakcja:
    "O mało mnie nie stratował...On jest jakiś ślepy, czy co? Gdzież tak chodzić. Najadłam się strachu, że mnie cymbał wywali, a jeszcze przy tym sam wyrżnie na tym przystanku.
    - Ale pomyśl - z rozmarzeniem powiedziała Joanna - poleciałby na Ciebie...
    - Nie go licho porwie z takim lataniem. Wgniótłby mnie w ten asfalt! Nie mam ochoty na pobyt w krakowskim szpitalu. A jeśli przy okazji sam rozbiłby sobie pysk i odwołaliby przedstawienie, trafiłybyśmy za kratki za zamach na Domogarowa"
    Kocham te jej wspomnienia, ale chyba jednak bardziej utożsamiam sie z Joanną
    Ja tam bym się nie obrażała. W końcu to spotkanie pierwszego stopnia, nie tylko z asfaltem.
    Może jeszcze Sasza z poczucia winy w szpitalu by odwiedził?
    Szpital mi nie grozi. Jak padam to wstaję. Raz nawet przywaliłam na nartach w płot. Z dużą prędkością. ( 1 jazda, brak umiejętności skręcania i hamowania.) Instruktor myślał że się zabiłam. Wstałam otrzepałam się. Dał mi kijki i jazda.

    Gorzej, że Saszka mógłby ucierpieć. A tego sobie bym nie wybaczyła. ( reszta fanek też nie)
    Raczej nie, bo jak szedłby na Ciebie, to bys sie wywaliła, a on jakby na Ciebie, wiec byś go zamortyzowała i byłabys niejako miedzy Saszką a asfaltem, więc i przygnieciona, i wgnieciona w asfalt, a on na tobie, wiec w sumie niegroźnie. W każdym razie plus minus jakos tak
    Porównując nasze gabaryty, marna ze mnie poduszka. Ale co tam poświęciłabym się.
    Wlasnie Białą noc... sobie właczyłam, obejrze troche bo calej pewnie nie dam rady dzis, ale jestem z siebie dumna, juz 9 minuta i wszystko rozumiem
    Bo to nie jest zbyt skomplikowane dzieło...
    No, do tego ładne i urocze, w kazdym razie póki co - w sam raz na wieczór...
    Trąci nieco kiczem ale co tam...
    Pewnie, jesli tylko Sasza do końca będzie tak słodki to wybredna nie jestem
    Będzie, będzie. Słodki też jest.
    Tylko troche science fiction - jak ktos ma uwierzyc, ze jego zona majac Sasze poleciała na takie coś jak jego wspólnik? Dowcip roku
    Tu się zgodzę. Żaden Clooney z tego wspólnika. Wręcz jest obleśny IMO.

    Ale jak ona go nie chciała, to ja go chętnie przygarnę.
    Oj tak... moge nawet z tą córeczką, skoro Sasza zawsze chciał córeczke, rodzenie by odpadło i taka odchowana to juz niekłopotliwa, pieluch nie trzeba zmieniac itp
    Takie dziecko to co innego niż niemowlak. W sumie w tym filmie Paweł jest tak cudowny, że może dałabym się namówić na córeczkę Pod warunkiem że oczy miałaby po sama wiesz kim. ( I nie jest to lord Voldemort )

    Szpital mi nie grozi. Jak padam to wstaję. Raz nawet przywaliłam na nartach w płot. Z dużą prędkością. ( 1 jazda, brak umiejętności skręcania i hamowania.) Instruktor myślał że się zabiłam. Wstałam otrzepałam się. Dał mi kijki i jazda.

    Gorzej, że Saszka mógłby ucierpieć. A tego sobie bym nie wybaczyła. ( reszta fanek też nie)

    Porównując nasze gabaryty, marna ze mnie poduszka. Ale co tam poświęciłabym się.

    Ja mam bufet zamieczatielnyj i spokojnie nadawałabym się jako amortyzacja

    A numer z nartami mam na koncie taki, że jeżdżac powiedzmy średnio i nie tak dobrze jak mój Ojciec, wysoliłam z dużą prędkością, nie biorąc pod uwagę niestety kopnego, świeżutkiego śniegu na dole, no i się wysypałam. A ja jak lecę na na ryj, to już spektakularnie. Pan Starszy pomyślał - No panie M., dziecko w gips i koniec balu. Nic z tych rzeczy - tylko nos sobie zadrapałam, zdejmując kijkiem okulary razem z goglami

    Takie dziecko to co innego niż niemowlak. W sumie w tym filmie Paweł jest tak cudowny, że może dałabym się namówić na córeczkę Pod warunkiem że oczy miałaby po sama wiesz kim. ( I nie jest to lord Voldemort )
    No własnie, i to cały problem ze nigdy nie wiadomo - a nuż miałaby oczy po mnie, a temperament po Saszy? I co ja wtedy biedna zrobię? Z jednym tłuczącym talerze egzemplarzem jakos sobie rade dam, ale z drugim i to małym?
    Jestem dorosłym egzemplarzem, który wali talerzami i innymi przedmiotami podczas burzliwej wymiany zdań. Tak przycziliłam w przypływie pasji szlubną obrączką w twarz pewnego pana, że rykoszetem znalazła się w kuchni
    Oj, to miałby z Tobą Saszka życie...
    A tak do tematu wątku - obejrzałam sobie Spowiedź jeszcze raz, powoli, z nadzieją, ze po paru filmach zrozumiem więcej, niż przed. I zwróciłam uwagę, ze Sasza ma w domu całą wielka sciane swoich zdjęć w różnych rolach, z "Na koniec świata" to z pomalowaną połową twarzy do tego teatrzyku, z "Ogniem i mieczem" - usmolony tym niby dziegciem (zdjecie jest dokładnie ze sceny z Zagłobą) i jeszcze z innych, które kojarzę ale nie umiem przypisac. Najpierw pomyślałam, ze to trochę narcystyczne, ja bym sobie całej ściany swoich zdjec nie zrobiła - ale potem, ze to fajny pomysł na docenienie swojej własnej sztuki i dobrze, ze nie ma w Saszy fałszywej skromości (bo i nie ma powodu byc skromnym).
    Aha, i plus dla Saszy, że sam zaprojektował dom - wiedziałam, że jakiś gust jednak ma, a do tego ten strumyczek, brzozy i altanka...
    Tyle ścian trzeba czymś zapełnić Na pewno nie jest to narcystyczne, bo Sasza jest bardzo skromnym człowiekiem, jeżeli już to artystyczne.
    Zbiera też maski. Ma ich całą ścianę.
    I białą broń - nawet miecz samurajski ma
    No, broń też widziałam, a masek na filmie nie, ale Łarisa ma z nimi zdjecia, więc wiem o co chodzi - zresztą wszystkie kolekcje oryginalne i pomysłowe. Parę razy czytałam i słyszałam, że jest skromny, nawet Gromuszkina to o nim mówiła, więc pewnie tak jest - choc akurat u niego zrozumiałabym, gdyby nie był

    Wkurzył mnie (oczywiscie leciutko i z przymrużeniem oka) tekst, ze Sasza chciałby, zeby po jego kuchni kręciła sie piękna kobieta - a sam to nie łaska do kuchni, a piękna kobieta opalać się nad strumyczek? Chociaż ma tak ładną, dużą i jasną kuchnię, ze sama bym się po niej pokręciła...
    On się tak przymila

    Chodzi o pustkę w tej kuchni i domu, a nie o kucharzenie
    No mam nadzieję - ładne przymilanie, do kuchni kobietę gonić...
    Za to o tym, zeby z tych schodów zbiegały małe stópki czy jakos tak, było bardzo urocze...
    Od czasu do czasu mogłabym się dać zagonić. Z udawanym oporem.
    No, skoro juz się tak przymila i narzeka, jak to mu ciężko do pustego domu wracać, to niech mu będzie - w sumie mogę się zlitować...
    Ja
    Pierwsza byłam
    Starsi mają pierwszeństwo

    A Sasza szowinistą jest, ale to Mu akurat mogę wybaczyć.
    Od czasu do czasu prześwięcić o mieczem nie zaszkodzi. Poza tym wiadomo facet głowa, kobieta szyja. A mądra kobieta zawsze tak wymyśli, żeby wyszło na jej i facet się nie domyślił.
    Nie chciałam używać tak mocnego, ale niestety prawdziwego, słowa, ale właśnie szowinizm to jest to, co mnie w Saszy najbardziej denerwuje od samego początku... Jemu wiele bym wybaczyła, ale na to mam alergię.
    Zawsze jak czytam o rozwodzie z Nataszą, myśle, ze jaka była taka była, zniszczyła mu życie itp itd i biedny Saszka, ale z drugiej strony... jakim prawem chciał ją odsunąć od zawodu, na który ciężko pracowała od dziecka i dostosować do siebie, bo ON jest artystą, więc ona ma czekać, on ma zdjęcia w Polsce czy gdzie indziej, to ona ma rzucac wszystko i jechać? Jakby ona jemu powiedziała, ze ma rzucić granie i spędzać życie czekając, aż ona wróci z teatru - to by pewnie odpowiedział "tak, kochanie"? Widziały gały, co brały, a brały aktorkę, to reklamacji nie przyjmujemy... Potem odkręcił kota ogonem - ze jemu nie przeszkadzało, że Natasza gra, tylko ze robi karierę na jego plecach, i tak na pewno było, ale umówmy się - nie chodziło tylko o to...
    A może to kwestia, że to Rosjanin, i tam takie poglądy są normalne (moze sie mylę, ale mówiący takie rzeczy publicznie Polak by został natychmiast zlinczowany)?
    A może nam, Polkom, jednak mentalnie blizej do zachodu niż naszych sióstr - Rosjanek?
    O to to

    Wszystko cacy, ale będzie po mojemu i pode mnie.
    Mądra babka dałaby sobie z tym rady.

    Gromuszkina natomiast akurat wredną suczką jest, czego później dowiodła.
    Oczywiscie, ze była, jakkolwiek zawsze są 2 strony medalu, a Sasza swoich poglądów nie ukrywa - niczego się nie nauczył, i z Mariną chciał zrobić to samo.
    A co do poradzenia sobie... pewnie niejednej by to odpowiadało, pewnie też można jakos to odwrócić - ja tam, chociaż podobno jak czegoś chcę to cwana jestem że nie ma zmiłuj, nie wiem co bym mogła zrobic, zwłaszcza gdyby się okazało, że Sasza ma to tak zakorzenione, że po prostu nie da rady inaczej (a pewnie by tak było).
    Znaczy... no dobra, jak zwykle mam genialny plan, który by się i mnie, i Saszce bardzo spodobał ale na poziomie dumy nie podobałoby mi się, że musze cokolwiek w swoim życiu ruszać.
    Ja już swoje w życiu odkozaczyłam, teraz mogę się podporządkować - czemu nie
    Jak mnie by wkurzył waliłbym tymi talerzami po ścianach razem z nim. Aż w końcu trzeba byłoby wymienić serwis.
    Też można.
    Rzuciłam kiedyś w gościa kubkiem z gorącą kawą - odwinął się w ostatniej chwili
    Przynajmniej nigdy się Wam zastawa nie znudzi - nie jak moi rodzice, którzy dostali na ślub prawie 30 lat temu 3 serwisy, 2 stoją nieodpakowane i nie zanosi się, by miały być, wiec chyba im jeden zabiorę, bo i tak się marnuje.

    Też można.
    Rzuciłam kiedyś w gościa kubkiem z gorącą kawą - odwinął się w ostatniej chwili


    Dobrze, że nie siekierą. W sumie to groźna jesteś...
    A ja myślałam, że to Sasza ma temperament...
    Ja do rany przyłóż jestem człowiek, natomiast wqwiona na biało bywam przykra. Zdarzyło mi się naprzykrzającego mi się smarkacza, któremu sięgałam do ramienia, praktycznie wynieść z biblioteki, którą prowadziłam i w której zakłócał spokój
    Sama się zdziwiłam po fakcie.
    też trak mam 153. Ale jak się porządnie wkurwię to mogę zabić łyżeczką do herbaty ew zdzielić książką po łbie.
    To czuję sie osamotniona Ja w takiej sytuacji nienawidzę szczerze, gorąco i do końca moich dni, nie ma przebacz, ewentualnie zemszczę sie na zimno i w białych rekawiczkach - ale samokontrolę w danym momencie mam ponad wszelką ludzką normę, wręcz mi się jakiś autopilot spokoju włącza, co nie zawsze jest zdrowe dla psychiki.
    Pamietam taką historie: miałam kiedyś szefa, tzw. VIP, prezes wielkiej zagranicznej firmy, lat 60 - powinien juz umiec nad sobą panowac, a choleryk taki, że wszyscy sie go bali, przepraszali, tłumaczyli sie z rzeczy, których nie zrobili, a on się jeszcze przy tym rozkręcał, tłukł pięścią w biurko, rzucał przedmiotami. Byłam jedyną osobą, na którą nie krzyczał i niczym w nia nie rzucał - dlaczego? Bo na samym poczatku, kiedy widziałam, ze sie zaczyna, patrzyłam na niego z politowaniem i jak na idiotę - dobrze, porzucaj sobie pan, pokrzycz, ja poczekam jak panu przejdzie i wtedy porozmawiamy, bo do tego poziomu zniżać sie nie bede. Za pierwszym razem cos podniósł z biurka, chcac tym rzucic, spojrzał, zobaczył moj wzrok - i odstawił. Od drugiego, jesli chciał ze mna porozmawiac, a był zdenerwowany, najpierw szedł sie uspokoic, potem do mnie. Ludzie patrzyli z wytrzeszczonymi oczami, on sam pewnie nie wiedział, co sie z nim dzieje - a po prostu sie swojego zachowania przy mnie wstydził i czuł jak prostak... Męczył sie z tym strasznie, w końcu działał wbrew swojej naturze, a ja niewdzieczna i tak go zostawiłam po okresie próbnym.

    PS. Czyżbym znalazła sposób na Saszkę?
    Piękna ta fotka w avatarze

    Jak jechałam po studiach na zadupie wszechświata wiejskie dzieci uczyć, to mi Ojciec zasunął cytatem z Trylogii - Dał Ci Pan Bóg mizerną posturę, jak się ciebie ludzie nie będą bali, to się będą z ciebie śmiali
    Wszystko w temacie.
    No, fotka super
    Dzięki.
    Genów nauczycielskich chyba nie mam. Aczkolwiek zastanawiam się nad stanowiskiem asystenta na uczelni.
    Teraz wasza kolej dziewczyny.
    Ja już jestem panią w wieku mocno średnim, po rozwodzie i dwóch pogrzebanych facetach. Marzę o spokoju i poczuciu bezpieczeństwa, a Sasza, to taka moja bajka na dobranoc i mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć go na scenie w realu, w "Niebezpiecznych związkach"
    Co kto lubi (i może) - ja przeprowadziłam kilka lekcji w swoim dawnym liceum na prośbę mojej byłej wychowawczyni, pogadanki jak spełniać swoje marzenia i osiągac swoje cele czy cos takiego Ona siedziała wzruszona i wpatrzona, ja byłam dumna, że zostałam uznana za eksperta w tej kwestii - ale nigdy więcej, 45 min spędzonych wśród ludzi, których ani słowo z tego tak naprawde nie obchodzi, bo obchodzi ich żeby zrobic prace domową, napisac sms, żeby już była przerwa, czy wręcz pokładajacych sie na ławkach zdecydowanie nie odpowiada mojej potrzebie szacunku do mojej osoby (jak to brzmi ), a wbrew mojej dumie jest zmuszanie kogoś do słuchania mnie na siłę. Byc moze świadczy to o moich talentach nauczycielskich - więc tym lepiej, ze nikt więcej ich nie zobaczy
    Z Saszą to mógłby być niebezpieczny związek. Szczerze zaryzykowałabym ale z asekuracją Niebezpieczeństwo trzeba dozować, a brawura grozi złamaniem karku.

    Nad stabilizacją zastanowię się po 30.
    Ja, juz całkiem poważnie, i jak już przy takich zwierzeniach jestesmy, nie wiem, co bym zrobiła - jak napisała kiedyś Igraine cytując Szymborską, "tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono". Więc, mimo moich cynicznych, egoistycznych i na wskroś "nowoczesnych" przekonań, i to wyssanych z mlekiem matki - moze rzuciła sie na szyje, zostawiła wszystko i robiła wszystko, byle tylko był szczęśliwy i mnie nie zostawił - rodziła dzieci, siedziała w domu, czekała z bijącym sercem, aż wróci? A moze uciekłabym gdzie pieprz rosnie, ze strachu, że zburzy moje poukładane życie? A potem żałowała albo przeciwnie, uznała ze postąpiłam rozsądnie... Nie wiem i jakoś mi ta niewiedza nie przeszkadza - nie sądzę, żeby mi dane to sprawdzic, więc niech i dla mnie Sasza pozostanie piękna bajką na dobranoc.
    Brawura mi została.
    I duszyczka kozacza też.
    Tylko czasem zadyszki dostaję

    Dobranoc
    Co do Niebezpiecznych Zwiazków, to u mnie bardzo ciekawe, bo to jedna z moich 2 ulubionych książek. Obejrzałam wszystkie wersje filmowe i zawsze ubolewałam, ze nie było teatralnej - a tu prosze, akurat poznałam Saszke i zaraz dowiedziałam sie, ze będzie moja 10 lat oczeiwana wersja teatralna, i to z nim! Chociaż daleko, bo w Moskwie...
    To teraz wiecie, co kombinuję na przyszły rok? A ja zazwyczaj mam to, czego chcę...
    Scarlett nigdy nie mów nigdy. Dopóki żyjesz wszystko możliwe... ( Aczkolwiek nie nastawiałabym się jedynie na tą opcję)
    Nastawianie sie tylko na tą opcje byłoby z deczka nierozsądne
    Ma finche c'e vita, c'e speranza, vero?
    teatralna była z Alanem Rickmanem. ( boski Alan :* )
    Oj tak... Ale chodziło mi o opcję na żywo, sprawdzałam pare lat teatry w Polsce i nic... a tu teraz taki zbieg okolicznosci, moze nie w Polsce ale w sumie to 2 godziny lotu, no i Saszka! Normalnie jeszcze trochę i uwierze w to "nigdy nie mów nigdy" (a na pewno bede w to wierzyc do jutra rana, w koncu bajka na dobranoc dobra rzecz)
    Zawsze możesz na niego paść. A nóż widelec...
    To byłoby z pewnościa romantyczne, jednak nie lubię oklepanych sposobów, ja jestem jedyna w swoim rodzaju i takie też mam metody - nie bez powodu Niebezpieczne Związki to jedna z moich ulubionych ksiązek (lubię takie intryganckie inspiracje)
    Ale wiesz, jakby tego nie czytać, to Ta pani wielką blerwą była, a Ten Pan resztki wrażliwości zachował jednakowoż

    Sasza w roli tego pana pacnie kreację stulecia - jestem pewna
    Może filmik będzie, jak z niektórych spektakli, ale i tak bym wolała na żywo... Ciekawe, jak mu będzie w takiej charakteryzacji... Aż żal nie zobaczyć...
    A mnie to gdzieś uwierało w postaci Valmonta, że facet, a słabszy od kobiety (jednej i drugiej zresztą) chociaż z drugiej strony - w końcu to on zniszczył budowaną przez lata potęgę markizy... I własnie dlatego tak chcę Saszkę w tej roli zobaczyć - bo on jeden na świecie moze tak wykalkulować tę słabość i siłę, ze mimo 10 lat czytania we wszystkie strony i tego, ze jak chodzi o tę książkę, nic mnie nie zaskoczy - jeden Sasza może mnie zaskoczyc, rzucić na kolana i pokazać taką interpretację, do jakiej się nawet w oryginale nie dokopałam. I mam nadzieję, ze tak będzie - kocham, jak ktoś burzy mi ideologię życiową, zwłaszcza ktos dostarczający takich wrażen wizualno-artystyczno-estetycznych, jak Sasza (który już moją pewność w niejednej sprawie mi zburzył )
    Pięknie to ujęłaś moja droga

    Już mi wrócił zasięg, czyli, że wróciłam do miasta
    Wolę jednakowoż po staroświecku walić w klawiaturę, niż męczyć się z lapkiem
    Dopiero teraz trafiłam na 'Spowiedź..' Wszystko pięknie, ale fakty się trochę rozjeżdżają - Larisa była tylko przyjaciółką, a na jakimś ruskim portalu społecznościowym pod fotkami z AD napisała sobie 'z mężem' O_o Nie umiem znaleźć linka, ale jak do niego dotrę, to dorzucę.
    Znajdź koniecznie.

    Najprawdopodobniej takie plany były, tylko cóś nie wyszło, a Sasza nauczony doświadczeniem za głośno o tym nie mówił. Przeciez on sam puścił kaczkę na swoich urodzinach, że wzięli ślub i już prawie nazajutrz brukowce dorobiły do tego jeszcze jej ciążę.
    To był taki ruski facebook, że też nie zapisałam tego nigdzie!
    Może "odnokłasniki", cos w typie naszej klasy?
    Albo vkontaktie?
    Mam, ale nie mogę wkleić linka. Użytkownikom, którzy są zarejestrowani krócej niż 24 h nie wolno...
    A co to jest?
    Bo jak vkontaktie, to ja mogę.
    Posłałam linka na PW. Jeśli doszedł, to przeklej tutaj Larisa ma tam folder 'С любимым мужем'
    http://vk.com/id152423580

    Pospieszyła się dziewuszka. A konto prawie nieaktywne.
    Ale jest podlinkowane konto Saszki, a tam całkiem przyzwoity pakiet fotek
    To "z mężem"?

    Stare. Już się razem nie pokazują.
    Niet, chodziło mi o to, że jest oznaczona w związku małżeńskim z AD, a on na swoim profilu ma sporo zdjęć, niektórych jeszcze nigdzie przedtem nie widziałam.
    To poproś Saszę, żeby Cię przyjął do znajomych, a potem rozsiądź się wygodnie i oglądaj ile dusza zapragnie. To kopalnia diamentów
    Ciekawe... na mój gust uwierzyć ciężko, żeby Sasza nauczony doświadczeniem tak szybko się ożenił, choć może i Larisa była tego tak pewna, że już sobie oznaczyła na przyszłość?
    HA!

    Rozkminiłam

    Konto Saszy, które jest podlinkowane, z fotka z papierosem i kawką, jest kontem fałszywym i nieaktywnym od 2011 roku
    Na tym koncie on tez jest oznaczony jako "żonaty z Larysą"

    TO http://vk.com/aleksandrdomogarov jest prawdziwe konto Saszy w na tym portalu



    No nie dawało mi to spokoju i pomyślałam, że przyjrzę sie dokładniej. Jak tylko to otworzyłam, to juz byłam "w domeczku", bo siedzę na prawdziwym profilu prawie codziennie czatując na foty
    Yay! Jestes lepsza niz fbi! Ciekawe wobec tego kto odwalil akcje z falszywym kontem.
    Takich kont na tym portalu jest kilka, tak samo jak na twitterze i na fb.
    Sasza sie wścieka, ale juz coraz rzadziej, bo uaktywnił sie na wszystkich trzech, podając na głównym rosyjskim forum linki do własciwych.

    I to jest to konto, o którym pisałam, że to kopalnia diamentów.
    Jesli jestes zarejestrowana na vk, to dla porządku wejdź na to konto i popros o przyjęcie do znajomych, powinnas dostac z automatu, tak jak na fb.
    Tam jest ponad 700 filmów, i kilka tysięcy fotek - MNIAM
    Moje Drogie, taki smutny ten reportaż, ze aż chciałam pobiec i przytulić Saszkę za każdym razem, kiedy oglądam.

    Te słodkie małe nóżki na schodach. Ale Sasza nie martw się znam kilku facetów, którzy mają sześć dych na karku i rodzą im się dzieci - oczywiście najczęściej z jakimiś młódkami mają te dzieci. poszperajcie dziewczęta w necie na portalach. Jeden to nawet w wywiadzie się przyznał, że właśnie urodziło mu się dziecko, a ma 65 lat! Masakra! Dasz radę Sasza, a jak nie, to przyjeżdżaj do Polski - przywitamy Cię z otwartymi rękoma i może znajdziesz tę jedyną, wyśnioną, taką jak chcesz mieć (patrzcie zdjęcia na vk - wstawił kiedyś zdjęcie, jak takowa panna ma wyglądać, nie ukrywam oj dziewczęta - tak, jestem blondynką z długimi włosami), zamieszkacie sobie w Krakowie i będziecie żyć długo i szczęśliwie. W jednym z wywiadów powiedział, że na zmianę pieluch i spacery nie trzeba by go było namawiać, więc by posiedział w domu z dzieckiem (tego chleba by posmakował - jak mówi Solejukowa) i chodził sobie do tego tam o teatru i pracował, a na pewno znaleźliby się i tacy, co by mu rolę w filmie zaproponowali. Swoją drogą dziewczyny, pamiętacie jak Sasza mieszał w Krakowie? Może zrobimy osobny post: "Śladami Saszy w Krakowie"?
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • bolanda.keep.pl
  • ďťż
    Wszelkie Prawa ZastrzeĹźone! Dodatki na portala,konkursy,instrukcje - Onet.pl portal Design by SZABLONY.maniak.pl.